Pierwsza sesja po zmianach zasad notowań to porażka pod względem obrotu. Początek dnia był wręcz fatalny. Później było troszkę lepiej, ale obraz całości jest żałosny. Zabawne, że zmniejszenie kroku notowań zbiegło się w czasie z podwyżkami opłat za dostarczenie danych o tych notowaniach.
Przebieg notowań był spokojny. Właściwie już od rana czekaliśmy na dane, których pojawienie się było zaplanowane na 14.30. Wtedy pojawił się raport o stanie rynku pracy w USA. Jak zwykle szczególną uwagę graczy przykuwała zmiana liczby miejsc pracy w sektorze pozarolniczym. Do tej chwili, przez całe południe, na rynku panował marazm. Dane nie były zaskakujące i okazały się zgodne z oficjalnymi prognozami, choć faktycznie nieco lepsze od obaw, jakie było widać na rynku. Przejawem tych obaw były choćby niskie notowania derywatów ekonomicznych (obrót nimi prowadzi CME) związanych właśnie ze zmianą liczby miejsc pracy. Nie dziwi zatem umiarkowanie pozytywna reakcja - ceny po publikacji danych lekko wzrosły.
Ten wzrost to objaw powrotu normalności. Jeszcze miesiąc bądź dwa wstecz niezłe dane były odbierane jako zagrożenie, bo umożliwiały kolejną podwyżkę stóp procentowych. Teraz jest już inaczej. Inwestorzy zaczynają uważniej śledzić dane dotyczące aktywności gospodarczej i panującej w gospodarce USA koniunktury. Przyszedł czas na ocenę szkód, jakich dokonała dotychczasowa restrykcyjna polityka pieniężna. Pojęcie "szkody" jest oczywiście umowne - to po prostu koszt dbania o stabilność cen. Walka z inflacją cały czas jest priorytetem dla Zarządu Rezerwy Federalnej. Gdyby się okazało, że napięcia inflacyjne się utrzymują, zagrożenie kolejną podwyżką byłoby nadal realne. Jak sugeruje bowiem wymowa opublikowanego we wtorek protokołu z posiedzenia FOMC, decyzje co do polityki pieniężnej będą teraz zależeć od napływających na bieżąco danych. Z jednej strony to dobra wiadomość, bo wskazywałoby to, że kolejne kroki zacieśniające politykę pieniężną już nie są wcale pewne. Z drugiej może to sygnalizować, że członkowie Zarządu Rezerwy Federalnej sami chcą się przekonać, czy dotychczasowe posunięcia nie były zbyt drastyczne i nie pozostawią zbyt głębokich śladów, co sugeruje grupa analityków krytykująca proces podwyżek stóp procentowych. FOMC mówi: czas pokaże.