Skończył się sezon urlopowy w USA, huragany nie zniszczyły instalacji naftowych w Zatoce Meksykańskiej, a Iran prawdopodobnie oszczędzi światu zakręcenia kurków z ropą. Nic więc dziwnego, że surowiec coraz bardziej tanieje. Od szczytu z pierwszych dni sierpnia, w Londynie kontrakty na ropę staniały już o ponad 14 proc. Wczoraj płacono po 67,6 USD za baryłkę z dostawą w następnym miesiącu.
Jeszcze tydzień temu baryłka kosztowała ok. 70 USD, więc cena spadła o ponad 4 proc.
Z końcem sierpnia minął termin ultimatum postawionego przez Radę Bezpieczeństwa ONZ, która wezwała Iran do zaprzestania prac nad wzbogacaniem uranu. Źadnych nerwowych ruchów z jednej ani z drugiej strony jednak nie było - ONZ nie nałożyła sankcji, Iran nie przerwał dostaw ropy dla Zachodu. Niemiecka kanclerz Angela Merkel boi się rozwiązań siłowych i chce dalszych negocjacji. Dzisiaj w Berlinie mają spotkać się w tej sprawie przedstawiciele pięciu stałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ: USA, Wielkiej Brytanii, Francji, Rosji i Chin. Rynek będzie czekać na rozwój sytuacji.
Wiźkszym spadkom cen najważniejszego dla świata surowca zapobiegły oczekiwania, że mimo końca sezonu urlopowego za Atlantykiem tamtejsze zapasy ropy naftowej i benzyn obniżyły się. Tym razem raport Departamentu Energii w tej sprawie ukaże się dopiero dziś - w czwartek, czyli dzień później niż zwykle - ze względu na poniedziałkowe Święto Pracy. Według średnich prognoz, w minionym tygodniu zapasy ropy spadły o 1,1 mln baryłek, a benzyny o równowartość 600 tys. baryłek.