Największym wyzwaniem dla polskiej branży windykacyjnej jest otoczenie prawne - stwierdzili wczoraj uczestnicy Forum Rynku Wierzytelności, które zorganizował "Parkiet".
Zdaniem Andrzeja Rotera, dyrektora Konfederacji Przedsiębiorstw Finansowych, kłopotem dla firm ściągających długi i dla wierzycieli może być ustawa o upadłości konsumenckiej. Taka instytucja funkcjonuje w prawodawstwie krajów Europy Zachodniej, ale polskie uregulowanie znacznie bardziej liberalnie traktuje dłużników.
W Niemczech postępowanie upadłościowe można wszcząć, gdy dłużnik stracił zdolność spłaty długów, a w Danii - gdy stracił majątek, a jego zadłużenie permanentnie przekracza 40 tys. euro. W Polsce natomiast - jeśli nie reguluje zobowiązań, a wartość jego majątku jest od nich mniejsza.
W Europie praktycznie nie ma tzw. wyłączeń, co oznacza, że upadający dłużnik nie traci tylko takiej części swoich dochodów, która jest niezbędna do pokrycia kosztów bieżącego życia. U nas wyłączenie obejmuje mieszkanie lub prawo do lokalu mieszkalnego. - W Polsce obowiązują trzy procedury, upadłość można więc ogłosić dwa, a nawet trzy razy w życiu - dodał A. Roter.
Firma Kruk zaprezentowała "windykacyjną mapę Polski". Okazuje się, że najsolidniejsi dłużnicy to mieszkańcy Opolszczyzny, Wielkopolski i województwa świętokrzyskiego. Wierzytelności o 6-miesięcznym przeterminowaniu odzyskuje się tam w 60-70 proc. Najgorzej wypadają mieszkańcy Śląska i Kujaw - 46 proc. Skuteczność windykacji nie jest natomiast skorelowana ze stopą bezrobocia. Mężczyźni chętniej niż kobiety regulują swoje należności. Najmniejszą tendencję do spłaty długów wykazują panie w wieku ok. 50 lat, największą - panowie po sześćdziesiątce.