Od czasu majowego rekordu wszech czasów WIG20 (3 347,8 pkt) minęło już 90 sesji. Indeks znajduje się 10 proc. poniżej zanotowanej wtedy wartości. W trakcie trzech z czterech poprzednich dużych korekt, które miały miejsce po 2003 roku, 90 sesji po zbudowaniu szczytu straty były już odrobione w całości albo powrót do hossy miał nastąpić lada chwila. Tylko na wiosnę 2004 roku mieliśmy przed sobą jeszcze ponad trzy miesiące wspinaczki, za- nim indeksu dużych spółek wrócił na rekordową ścieżkę. Nawet wtedy jednak 90 sesji po zbudowaniu szczytu właśnie rozpoczynaliśmy marsz w górę. Gdyby tym razem ten scenariusz się nie sprawdził, byłby to sygnał większych kłopotów naszego rynku z kontynuacją długoterminowego trendu wzrostowego.
Oczekiwania się zmieniają
Indeks Cenowy Parkietu, obejmujący wszystkie notowane na giełdzie spółki, sugeruje, że tym razem czeka nas podobny scenariusz. W tym tygodniu, razem z MIDWIG-iem, dołączył do grona wskaźników, które odrobiły całość strat po majowym załamaniu. Na jesieni 2003 roku powrót do hossy na wykresie ICP wyprzedzał analogiczne wydarzenie na WIG20 o 30 sesji, natomiast w 2004 roku o 60 sesji. Dołóżmy do tego tendencje sezonowe. Nie skończył się wprawdzie jeszcze tradycyjnie najgorszy dla akcji III kwartał, ale powoli wybiegają myślami do tradycyjnie bardzo udanej dla akcji końcówki roku. W latach 1995-2005 WIG20 zyskiwał w ostatnich trzech miesiącach średnio 6,7 proc., kończąc na plusie osiem ostatnich kwartałów w latach 1998-2005. Opisane trzy czynniki sprawiają, że miejsce korzystnych z punktu widzenia koniunktury na rynku akcji obaw przed spadkiem (pod koniec sierpnia czterotygodniowa średnia z Wigometru osiągnęła najniższy poziom w historii) zajmie przekonanie o wzroście notowań. Rynek stracił zatem naturalną ochronę przed przeceną.
Zagraniczne zagrożenia
Z jednej strony, mamy zatem oczekiwanie na wzrost notowań. Z drugiej - niektóre czynniki fundamentalne sugerują, że taka zwyżka może być nieuzasadniona. Seria podwyżek stóp procentowych doprowadziła do schłodzenia koniunktury na amerykańskim rynku nieruchomości i sprawiła, że w kolejnych kwartałach tempo wzrostu gospodarczego za Atlantykiem będzie niższe. Ścieżką wyznaczoną przez USA podąża także Europa, ale znajduje się w trochę innym punkcie cyklu. Na Starym Kontynencie na razie jesteśmy na etapie podnoszenia prognoz tempa wzrostu gospodarczego. Jednocześnie inflacja znajduje się powyżej celu wyznaczonego przez Europejski Bank Centralny, co sprawia, że kolejne podwyżki stóp procentowych są przesądzone. Na europejski wzrost gospodarczy czyhają zatem dwa zagrożenia: w krótszym terminie chodzi o schłodzenie koniunktury w USA, które są głównym odbiorcą europejskiego eksportu, w dłuższym zadziała negatywny wpływ wzrostu kosztów pieniądza. Rekordowe w tym roku wskaźniki dynamiki krajowej produkcji przemysłowej dobrze wpisują się w scenariusz stopniowego pogarszania się koniunktury gospodarczej w Europie. Dużo łatwiej w tej sytuacji wskazać zagrożenia, niż szanse na dalsze przyspieszenie rozwoju. Warto jeszcze zaznaczyć, że zyski spółek surowcowych, które odpowiadają za 1/3 wartości WIG20 w większym stopniu niż z krajową gospodarką, związane są z koniunkturą na świecie. Jeśli zatem nawet założymy, że razem z europejską gospodarką jesteśmy w innym miejscu cyklu koniunkturalnego niż USA, to giełdowe notowania mogą mocniej reagować na to, co dzieje się na świecie niż w kraju.