Citigroup, Merrill Lynch i inne tuzy branży inwestycyjnej z Wall Street zostały przyblokowane. Mówi się, że tymczasowo. Liczyły na profity z najszybciej rozwijającego się rynku akcji na świecie, a władze chińskie wstrzymują sprzedaż udziałów w miejscowych firmach maklerskich zagranicznym konkurentom. Chińska komisja papierów wartościowych poinformowała również, że zawiesza wydawanie pozwoleń na działalność maklerską, co oznacza, że jedynymi firmami zagranicznymi dopuszczonymi na ten rynek pozostaną Goldman Sachs i szwajcarski UBS.
Komisja twierdzi, że miejscowe domy maklerskie muszą wzmocnić się finansowo. Gdyby teraz na rynek weszli potężni konkurenci zagraniczni, mieliby wielką przewagę nad miejscowymi graczami - uważają znawcy tamtejszego rynku papierów wartościowych. Liang Jing, analityk szanghajskiej firmy maklerskiej Guotai Junan Securities, powiedział, że w ten sposób komisja chce przyspieszyć konsolidację branży, dąży do wzmocnienia dużych firm i wyeliminowania słabszych.
Obecna postawa władz jest zasadniczo odmienna od dotychczasowej polityki. Do niedawna Chińczycy starali się przyciągać kapitał zagraniczny, gdyż liczyli, iż dzięki temu uda się wzmocnić miejscowe firmy maklerskie i poprawić ich zarządzanie. Rok temu Bob Morse, szef Citigroup z regionu Azji, mówił, że jego bank jest zainteresowany inwestowaniem w branżę maklerską w Chinach. Partnera szukał też Morgan Stanley i Merrill Lynch.
UBS, po dziewięciu miesiącach starań, w czerwcu dostał zgodę na uruchomienie swojej placówki maklerskiej. Teraz planuje zakup miejscowej firmy. Goldman Sachs działa w Chinach od 2004 r., kiedy uzyskał pozwolenie na utworzenie joint venture z Gao Hua Securities.
W okresie pierwszych czterech miesięcy tego roku chińskie firmy maklerskie zarobiły łącznie 4 miliardy juanów (499 milionów dolarów). W ubiegłym roku miliard juanów straciły.