Dzisiaj jestem w refleksyjnym nastroju. Powinienem dzwonić do potencjalnych klientów, ale z lenistwa z przyjemnością poczekam przy biurku, aż może chociaż jeden z nich sam zgłosi się do mnie. Minuty płyną, a telefon ani drgnie. Przede mną obrotowy wizytownik jakby zastygł. Sięgam po niego i kręcę nim. Przypadkowo wypada jedno nazwisko. Nie chce mi się dzwonić do tej osoby. Może innym razem. Jeszcze raz kręcę wizytownikiem. Pech. To samo nazwisko, ale inna wizytówka, inne logo i inna firma. Czy ta kartka jest jeszcze aktualna? Wyjmuję wizytówkę, a pod nią znajduję drugą, tej samej firmy, to samo logo i stanowisko, ale inne nazwisko, niewątpliwie bardziej aktualne. Nawet gdyby moja pamięć mnie zawodziła, łatwo rozpoznać, na której z wizytówek pojawia się logo ciut bardziej nowoczesne. Dzwonię do tej osoby.
- A, pan Nail? Właśnie myślałem, żeby zadzwonić do pana.
- Nasze myśli się zbiegły - odpowiadam kulturalnie, przeczuwając już, co nastąpi.
- Straciłem pracę. Ha, to się zdarza nawet najlepszym. Prawda?
- Prawda - odpowiadam. Godząc się z faktem, że stratę potencjalnego klienta może rekompensować pozyskanie pewnego kandydata.