Reklama

Koło fortuny

Menedżer wysokiego szczebla zalicza w swojej karierze średnio dwanaście firm

Publikacja: 18.09.2006 10:30

Dzisiaj jestem w refleksyjnym nastroju. Powinienem dzwonić do potencjalnych klientów, ale z lenistwa z przyjemnością poczekam przy biurku, aż może chociaż jeden z nich sam zgłosi się do mnie. Minuty płyną, a telefon ani drgnie. Przede mną obrotowy wizytownik jakby zastygł. Sięgam po niego i kręcę nim. Przypadkowo wypada jedno nazwisko. Nie chce mi się dzwonić do tej osoby. Może innym razem. Jeszcze raz kręcę wizytownikiem. Pech. To samo nazwisko, ale inna wizytówka, inne logo i inna firma. Czy ta kartka jest jeszcze aktualna? Wyjmuję wizytówkę, a pod nią znajduję drugą, tej samej firmy, to samo logo i stanowisko, ale inne nazwisko, niewątpliwie bardziej aktualne. Nawet gdyby moja pamięć mnie zawodziła, łatwo rozpoznać, na której z wizytówek pojawia się logo ciut bardziej nowoczesne. Dzwonię do tej osoby.

- A, pan Nail? Właśnie myślałem, żeby zadzwonić do pana.

- Nasze myśli się zbiegły - odpowiadam kulturalnie, przeczuwając już, co nastąpi.

- Straciłem pracę. Ha, to się zdarza nawet najlepszym. Prawda?

- Prawda - odpowiadam. Godząc się z faktem, że stratę potencjalnego klienta może rekompensować pozyskanie pewnego kandydata.

Reklama
Reklama

- Mój następca już rozpoczął pracę. Ja tylko pomagam w jego wdrożeniu. Ale w zasadzie jestem już wolny. Czy możemy się spotkać?

- Tak, z przyjemnością. Może u pana w biurze? I tym razem będzie mógł pan przedstawić mnie swojemu następcy? Będę wdzięczny.

- Jak pan woli. Ale tak między nami, powiem panu, że nie wiem, czy on będzie ciekawym klientem. Już zauważyłem, że on czuje się oszukany. Ja, oczywiście, życzę mu, żeby wytrzymał dłużej niż ja. Ale te ostanie dwa lata były dla mnie piekłem. Może on ucieknie stąd szybciej niż ja? Powiedzmy, po roku. Aby dla państwa to mógł być kolejny biznes po okresie gwarancyjnym. Przecież wy, headhunterzy, żywicie się prezesami.

Nagle wszystko przewraca mi się w żołądku. Nerwowo, kilka razy kręcę wizytownikiem, który wydaje takie odgłosy, jakby ktoś mnie spoliczkował. Nie pozostaję bierny. Odpowiadam kandydatowi:

- Źywimy się żywym towarem.

Kandydat przerywa mi:

Reklama
Reklama

- A nie martwymi ciałami prezesów, którzy polegli?

- Może nie aż tak - odpowiadam zażenowany, że kandydat wyprzedził mój niezbyt poprawny tok myślenia.

Nie umawiam się z nim. Po trzech tygodniach od tego incydentu, kandydat dzwoni i mówi triumfalnym głosem:

- Mam już pracę. Zostałem prezesem firmy X.

- Gratuluję. Szybko.

- Nie wierzy pan?

Reklama
Reklama

- Przyznam się, że nie. Jak pan to zrobił?

- Do kręgu moich przyjaciół biznesowych zaliczają się wszyscy najlepsi headhunterzy w Polsce. Oni szybko mi pomogli. Świat korporacji kręci się coraz szybciej. Dwadzieścia lat temu zwykły menedżer wysokiego szczebla zaliczał w swojej karierze średnio trzy firmy. Dzisiaj prawie dwanaście. Tak wynika z ostatnich badań w Stanach. Aby walec korporacji mnie nie rozjechał, znalazłem koło ratunkowe. Czyli krąg zaprzyjaźnionych headhunterów. Koło fortuny kręci się, ale dla mnie cały czas do przodu. Najważniejsze to nie wypaść z obiegu.

Chyba jestem w dołku koła fortuny. Już nie mam ochoty rozkręcić mojego wizytownika, aby bawić się w karuzelę karier. Zwrot o 180 stopni. Od dziś będę tylko "coachem", czyli wozem, który stoi na kołach, a nie trybikiem wielkiej inscenizacji spektakularnych karier.

Opisane zdarzenia są fikcyjne

RSQ MANAGEMENT

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama