Reklama

Węgry przed testem wiarygodności

Kłamstwo, nawet najbardziej uzasadnione, nigdy nie będzie dobrym sposobem rozwiązywania problemów

Publikacja: 21.09.2006 09:06

Kłamaliśmy rano, kłamaliśmy wieczorem - te słowa węgierskiego premiera Ferenca Gyurcsanya, wypowiedziane w maju na nieformalnym spotkaniu własnej partii, niewątpliwie zostaną zapamiętane na długo. I nie tylko przez najbardziej poszkodowanych tym Węgrów, których wściekłość i furię można zrozumieć. Potwierdzą też opinie tych, dla których polityka to rzecz brudna i niemoralna. Parafrazując pewne słowa - po prostu układ...

Pozycję węgierskiego premiera dodatkowo pogarsza to, że jego wypowiedź była okraszona niecenzuralnymi epitetami, co tylko negatywnie wzmocniło cały "przekaz". Słowa prezydenta Laszlo Solyoma o tym, że Ferenc Gyurcsany doprowadził do "kryzysu moralnego", który zagraża węgierskiej demokracji, wydają się jak najbardziej na miejscu. Ma ona tylko siedemnaście lat i nie jest do końca dojrzała. Tym można tłumaczyć swoisty tupet premiera, który od razu powinien podać się do dymisji. Tłumaczenie, iż nie ma innej alternatywy i tylko on jest gwarantem kontynuacji reform, jest dosyć kuriozalne. Przekonać społeczeństwo do trudnych wyrzeczeń może tylko polityk, który cieszy się zaufaniem. To ważny "szczegół".

Słowa o tym, że gospodarczy plan "B" dla Węgier nie istnieje, są słuszne. Jeżeli go nie będzie, dojdzie do kryzysu walutowego i ucieczki zagranicznych inwestorów. Zresztą i tak wykazują się oni dużą cierpliwością. Działania obecnego gabinetu, polegające na wyraźnym zwiększeniu obciążeń fiskalnych bez większych radykalnych cięć strony wydatkowej, są oceniane jako posunięcie dosyć ryzykowne, gdyż na szali położono przyszły wzrost gospodarczy. Trudno będzie przecież mówić o atrakcyjności Węgier w obliczu rosnących stóp procentowych i wyższych podatków, a także w kontekście zwiększającego się ryzyka spowolnienia globalnego wzrostu w latach 2007-2008. W efekcie nasz bratanek może stracić na lata swoją dobrą pozycję wśród zagranicznych inwestorów.

Najgorszym wyjściem będą próby utrzymywania obecnego status quo. Wymiana premiera na kogoś innego z rządzącego obozu może okazać się jednak niewystarczająca dla odbudowania nadszarpniętego społecznego zaufania. Złym wyjściem może być także próba budowy nowego gabinetu przez opozycyjny Fidesz. Trudno liczyć na to, aby Viktor Orban, głoszący przed wiosennymi wyborami hasła o populistycznym zabarwieniu, dosyć łatwo z nich zrezygnował (wszak jego ugrupowanie pozostaje obecnie w mniejszości, a ryzyko przedterminowych wyborów jest duże). Jedynym sensownym wyjściem wydaje się budowa tak zwanej wielkiej koalicji, której spoiwem będą działania zmierzające do zawrócenia Węgier z wyboistej drogi gospodarczego kryzysu, którą wydają się zmierzać. Czy jednak tamtejsi politycy mają na tyle siły?

Kontrolowane kłamstwo wydawało się dla niektórych lepszym rozwiązaniem.

Reklama
Reklama

główny analityk walutowy DM TMS Brokers

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama