Od rana spadały wczoraj kursy akcji węgierskich spółek. Trzeci dzień z rzędu tracił też forint. Po południu pojawiły się jednak pewne oznaki uspokojenia nastrojów.
Noc była jeszcze burzliwa, aczkolwiek w demonstracjach, a zwłaszcza w wieńczących je zamieszkach, wzięło już udział mniej osób. Mniej też było rannych i aresztowanych. Demonstranci niezmiennie domagali się dymisji rządu. Policja rozpędzała zamieszki brutalniej i skuteczniej, bo trwały krócej.
Przed południem zdominowany przez socjalistów rząd zaprosił prezydenta i przywódców wszystkich partii reprezentowanych w parlamencie na rozmowy, których celem miało być rozładowanie wybuchowych nastrojów społecznych. Opozycja zignorowała tę propozycję, informując, że jej przedstawiciele nie wezmą w takich rozmowach udziału. - Nie ma sensu rozmawiać z tym rządem - oświadczył rzecznik największej partii opozycyjnej Fidesz.
Po południu to główne ugrupowanie prawicowe odwołało zapowiadany na sobotę wiec. Miał on być kulminacją trwających od poniedziałku protestów i żądań ustąpienia socjalistycznego premiera. Fidesz chce, by Ferenc Gyurcsany podał się do dymisji jeszcze przed wyborami samorządowymi wyznaczonymi na 1 października. Jako przyczynę tej decyzji podano względy bezpieczeństwa, bo według powszechnej opinii, w trakcie ulicznych protestów chuligani wykorzystują demonstrantów jako osłonę do formowania własnych bojówek.
Bez względu na uzasadnienie decyzji Fidesz, nieco uspokoiła ona nastroje na rynku. Indeks BUX na otwarciu tracił wczoraj 1,8 proc., a wczesnym popołudniem tylko 0,54 proc. Forint stracił w tym tygodniu 0,7 proc. i po południu płacono wczoraj za euro 275,44 forinta. Nie ulega wątpliwości, że węgierska waluta może nadal słabnąć po obniżeniu przez agencję ratingową Fitch prognozy wiarygodności kredytowej obligacji rządowych. Merrill Lynch uważa za zbyt optymistyczne nastroje inwestujących w węgierskie papiery.