Reklama

Rynek na krawędzi

Zmiany na scenie politycznej zwiększają ryzyko. Nie jest ono jednak wielkie. Dla inwestorów najbardziej liczy się w tej chwili budżet

Publikacja: 25.09.2006 10:46

Gra się toczy. I nikt nie może mieć dzisiaj pewności, dokąd ta sytuacja nas zaprowadzi. Takim stwierdzeniem odpowiedziała dr Barbara Fedyszak-Radziejowska na pytanie dziennikarza "Rzeczpospolitej" o to, co nas czeka w najbliższym czasie na scenie politycznej po ostatnich zmianach, jakie na niej zaszły. Z jednej strony można to uznać za wykręt, ale taka odpowiedź w obecnej chwili wydaje się najbardziej odpowiednia. Budowanie scenariuszy jest oczywiście ciekawe. Niemniej stawianie prognoz w takiej chwili staje się przynajmniej niebezpieczne, by nie powiedzieć pozbawione większego sensu. Wprawdzie możemy się pocieszać, że sytuacja na scenie politycznej nie ma dla rynków finansowych większego znaczenia, to jednak nie jest to prawdą tak do końca. Owszem, na razie rynki reagują ze spokojem. Złoty nie spadł zbyt wyraźnie, a zniżka cen akcji nie była na tyle mocna, by wprowadzić jakiś większy zamęt w obraz rynku, jaki znamy od wielu tygodni.

Zmiany składu koalicji są czynnikiem zwiększającym ryzyko, ale z punktu widzenia inwestujących na rynkach finansowych wzrost ten nie jest wielki. Faktycznie bowiem w tej chwili ważniejszy jest budżet. Do tego można się przyczepić: że nie jest ambitny, że nie wykorzystuje okresu koniunktury do przeprowadzenia reformy w finansach publicznych, że wydatki nadal są rozpasane i nadal ich struktura jest zagrożeniem w czasie dekoniunktury. To wszystko prawda, ale teraz rynki zdają się cieszyć choćby z najmniejszych oznak racjonalności. Taką oznaką jest wartość deficytu, która nie może przekroczyć 30 mld złotych. Sławna kotwica staje się faktycznie kołem ratunkowym trzymającym jeszcze nas na powierzchni. Całe szczęście, że z tego faktu zdaje sobie sprawę premier.

Powrót do rządu Zyty Gilowiskiej trudno przyjąć z wielką radością. Dobrze, że finansami zajmie się osoba z charyzmą. Problem w tym, że ta charyzma jest raczej wykorzystywana do utrzymywania status quo niż do forsowania nowych rozwiązań, mających na celu czynienie nowych oszczędności.

Ewentualne przekroczenie założonej wielkości deficytu mogłoby mieć zgubne dla wszystkich skutki. Można podejrzewać, że luzując politykę fiskalną, nawiązalibyśmy do sytuacji, jaka ma teraz miejsce na Węgrzech. Oczywiście wielkości obu deficytów nie są porównywalne, ale stawiałoby nas to w trudnej sytuacji w oczach inwestorów zagranicznych. Ich ewentualny odpływ mógłby mieć fatalne dla nas skutki. Słabnący złoty oraz luźna polityka fiskalna z pewnością szybko byłyby podstawą do reakcji banku centralnego, co przełożyłoby się na poziom stóp procentowych.

Nie wywołujmy wilka z lasu. W tej chwili budżet jest jaki jest i na więcej liczyć nie można. RPP zaakceptuje utrzymanie "kotwicy", czyli czynnik ryzyka fiskalnego na razie nie będzie dominującym przy podejmowaniu decyzji o ewentualnych ruchach w polityce monetarnej.

Reklama
Reklama

Zatem skupiamy uwagę na wielkości inflacji oraz czynnikach, które mogą ją napędzać. Wiadomo już, że jednym ze skutków letniej suszy są wyższe ceny żywności. Inflacja wraca do przedziału optymalnego. W tej chwili bank centralny obserwuje, jakie skutki będzie miało ożywienie w gospodarce, a szczególnie, jak szybko rosną płace w porównaniu z wydajnością pracy. Ważny jeszcze niedawno czynnik ryzyka, jakim były rosnące ceny surowców, obecnie wraz z ich spadkiem traci nieco na znaczeniu.

Ostatnie zniżki na rynkach surowcowych stają się przyczynkiem do rewizji długoterminowych prognoz. Zabawne, jak w krótkim czasie może zmienić się percepcja rynku. Przykładem jest tu ropa naftowa. Jej cena spadła ostatnio do około 60 dolarów za baryłkę. Już pojawiły się analizy mówiące, że w przyszłym roku osiągnie poziom 40 dolarów za baryłkę. Jednym z powodów ma być oczekiwane przez świat finansów spowolnienie gospodarcze, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych i Europie. Nikt już nie pamięta prognoz sprzed kilku miesięcy, które wieściły dojście ceny do poziomu 100 dolarów za baryłkę. Moim zdaniem, tak drastyczna zmiana oceny na razie nie jest upoważniona. W tej chwili można uznać, że ten czynnik ryzyka zmniejszył swoją wagę.

W USA problem inflacji zmniejszył nasilenie za sprawą dwóch ostatnich odczytów CPI i PPI. Ten drugi pojawił się w ubiegłym tygodniu i okazał się niższy od prognoz. Rynek zapewne by się ucieszył, ale radość została skutecznie stłumiona przez kolejne słabe dane z rynku nieruchomości. Liczba nowych budów spadła o kolejne 6 proc. i jest najniższa od kwietnia 2003 roku. Liczba wydanych w sierpniu pozwoleń na budowę była najniższa od czterech lat. Rynek nieruchomości staje się powoli problemem nr 1. Miejmy świadomość, że problemy Amerykanów są też naszymi problemami. Czy tego chcemy, czy nie.

Nad wsparciem

Analizując wykresy cen kontaktów oraz wartości indeksu, można dojść do wniosku, że konsolidacja powoli dobiega końca. Czas spokojnego obserwowania zmian cen mija i trzeba przygotować się na większe emocje i większą zmienność. Długość trwania obecnego trendu bocznego odpowiada pojawiającym się od czasu do czasu konsolidacjom. Na wykresie tygodniowym wskaźnik ADX obrazujący siłę trendu spadł poniżej 20 pkt, co wcześniej zwiastowało mocniejszy (w skali tygodniowej) ruch cen. Przygotowanie się do większej zmienności sugeruje także wykres dzienny, gdzie doszliśmy właśnie do dolnego ograniczenia formacji diamentu. Jest bardzo blisko do przełamania

poziomu dołka z sierpnia.

Reklama
Reklama

Bez większego błędu można przyjąć, że jego przełamanie będzie tożsame z sygnałem wyjścia z formacji, a więc

i sygnałem braku równowagi na rynku i uzyskania przewagi przez podaż. Można dyskutować co do zakresu możliwego spadku. Zanim jednak taką dyskusję podejmiemy, poczekajmy

na sygnał. W końcu możliwe jest odbicie i dalsze przebywanie w konsolidacji.

Świat zwalnia

Oczekiwanie na spowolnienie wzrostu gospodarczego ujawniło się w kilku miejscach. Niemiecki wskaźnik nastrojów ZEW zanotował najniższą wartość od stycznia 1999 r. Stało za tym drastyczne pogorszenie ocen ankietowanych co do sytuacji w przyszłości. Oczekiwaną słabość gospodarki, tym razem amerykańskiej, widać także po odwróconej krzywej rentowności papierów dłużnych. Dysproporcja między krótko- a długoterminowymi stopami w ostatnim tygodniu nasiliła się . Jest ona na tyle duża, że zaburzyła ostatni odczyt danych o napływającym kapitale do USA (TICS Data). Kapitał wybiera lokaty o krótszym terminie zapadalności. Słabnący rynek nieruchomości tylko potwierdza słuszność zachowania ostrożności.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama