Akcjonariusze odetchnęli, kursy poszły w górę. General Motors, Renault i Nissan zrezygnowały z kontynuowania rozmów o sojuszu strategicznym, podjętych z inicjatywy miliardera Kirka Kerkoriana, jednego z głównych udziałowców GM.
Właściciel kasyn w Las Vegas liczył na to, że General Motors odzyska kondycję dzięki niezwykłym kompetencjom menedżerskim Carlosa Ghosna, szefa francuskiego Renaulta i japońskiego Nissana.
Rick Wagoner, dyrektor generalny GM, nie był entuzjastą tego pomysłu, ale podjął rozmowy z Ghosnem, które miały trwać do 15 października. Ostatnio spotkali się w Paryżu w przeddzień otwarcia salonu samochodowego. Ghosn później powiedział, że rokowania idą w dobrym kierunku, a Wagoner akcentował, iż jego firma poradzi sobie bez Renaulta i Nissana. Ostatecznie uznał, że na ewentualnym sojuszu bardziej skorzystałyby firmy Ghosna niż GM i zażądał rekompensaty finansowej (prawdopodobnie chodziło o 5 miliardów dolarów), co spotkało się z odmową. W tej sytuacji rada nadzorcza GM jednomyślnie opowiedziała się za zakończeniem rozmów. Głosował za tym także przedstawiciel Kerkoriana, który kilka dni wcześniej ujawnił zamiar dokupienia 12 milionów akcji GM, co interpretowano jako formę nacisku na menedżement firmy, by bardziej zaangażował się na rzecz sojuszu. Renault i Nissan oświadczyły, że rekompensata finansowa dla GM byłaby sprzeczna z "duchem korzystnego sojuszu".
Teraz nasiliły się spekulacje o możliwym aliansie Renaulta i Nissana z Fordem, który ma podobne kłopoty jak GM - traci udziały w rynku i ma kiepskie wyniki finansowe. Bill Ford przyznał niedawno, że próbował pozyskać dla firmy Carlosa Ghosna. W I półroczu Ford stracił 1,44 mld USD, a plan naprawczy obejmuje zwolnienia i zamknięcie części fabryk w Ameryce Północnej.
Nie da się też wykluczyć porozumienia obu amerykańskich gigantów wypieranych z rynku przez azjatyckich producentów.