Ekonomiści, wśród których premier Węgier, mimo kompromitacji, niezmiennie cieszy się dużą popularnością, mogą odetchnąć, bo w piątkowym głosowaniu Ferenc Gyurcsany otrzymał od parlamentu wotum zaufania. - To polityk, który będzie w stanie przeprowadzić niezbędne reformy - mówi "Parkietowi" Clemens Grafe, ekonomista UBS z Londynu.
Indeks budapeszteńskiej giełdy wzrósł w piątek o 0,3 proc., do 22056 pkt, a krajowy pieniądz umocnił się w stosunku do euro. Za jednostkę wspólnej waluty płacono 271,5 forintów, o 1,1 proc. więcej niż w czwartek.
Liczy się przewidywalność
Kraje Europy Środkowej coraz bardziej różnią się od siebie. Ich gospodarki rozwijają się we własnym tempie, a mniej lub bardziej przyjazne inwestorom rządy myślą bardziej o utrzymaniu się przy władzy niż o ekonomii. A jeszcze do niedawna kierunek rozwoju sytuacji politycznej w regionie był przewidywalny. - Inwestorzy już reagują na zmiany - mówi "Parkietowi" Murray Davey, menedżer funduszu w Rexiter Capital Management. Jeżeli okażą się niekorzystne, to rynek oczywiście na tym ucierpi.
Czy międzynarodowi gracze postrzegają nasz region jako homogeniczną całość? Czy, ich zdaniem, rozbieżności między państwami są na tyle duże, żeby takie uogólnienie nie wchodziło w grę? Co jest dla nich ważniejsze - gospodarka czy polityka?