Nie widzę żadnego problemu, jeżeli chodzi o wprowadzenie części akcji polskich zakładów zbrojeniowych na giełdę. Im prędzej, tym lepiej - twierdzi Ireneusz Dąbrowski, wiceminister skarbu odpowiedzialny za przemysł obronny. Czy firmom, które produkują broń, nie przeszkadzałyby obowiązki informacyjne, jakim podlegają spółki publiczne? - Jak sądzę, akcjonariuszy nie interesują tak bardzo odbiorcy i technologia. Ważne są kwoty: sprzedaż, zyski czy wskaźniki giełdowe - to, co można obliczyć i uwzględnić, badając fundamenty spółki. Natomiast wszelkie dane dotyczące obronności kraju będą obłożone klauzulę tajności - wyjaśnia I. Dąbrowski.
Ile akcji spółek zbrojeniowych mogłoby zadebiutować na giełdzie? - Na pewno nie chcemy tracić kontroli. Na rynek trafiłby mniejszościowy pakiet walorów grupy rakietowo-pancerno-amunicyjno-radarowej skupionej wokół Bumaru (to 19 spółek). Myślę także o debiucie firm lotniczych, związanych z Agencją Rozwoju Przemysłu - oznajmia wiceminister skarbu.
- Faktycznie od jakiegoś czasu mówi się o prywatyzacji przemysłu zbrojeniowego. Czekamy na decyzję resortu - mówi Roma Sarzyńska, rzecznik prasowy Bumaru i ARP.
Gdyby doszło do debiutów tych spółek, to giełdę zasiliłyby firmy osiągające niebagatelne wyniki. Grupa Bumaru w 2005 r. miała ponad 2 mld zł przychodów i 17 mln zł zysku netto. W tym roku jej przychody mogą przekroczyć 3 mld zł. Wyższy będzie również zysk. Grupa lotnicza - m.in. PZL Mielec i Świdnik - wypracowała w ubiegłym roku 888 mln zł przychodów i ponad 6 mln zł zysku. W tym roku wyniki będą lepsze. Dodatkowo na wycenę tej grupy może wpłynąć planowane strategiczne partnerstwo z amerykańską firmą zbrojeniową Sikorsky. W Mielcu miałyby być produkowane główne elementy do helikopterów Blackhawk.
- Termin debiutu to kwestia otwarta, ale decyzja - przynajmniej z mojej strony - została podjęta. Chciałbym do tego doprowadzić jak najszybciej - kończy wiceminister I. Dąbrowski.