Dużo wskazuje, że czasy naftowej bonanzy się skończyły. Same plotki dotyczące planów ograniczenia produkcji jeszcze parę miesięcy temu wywołałyby nerwowe reakcje i wzrost cen ropy o kilka dolarów na baryłce. A teraz? Notowania surowca w środę tylko lekko wychyliły się w górę, a wczoraj znów na rynku dominowali sprzedający. W Nowym Jorku za baryłkę płacono 57,36 dolara, najmniej od grudnia 2004 r.
Tracą koncerny i inwestorzy
Niższe ceny surowca powoli biją w koncerny naftowe, które w ostatnich kwartałach raz za razem notowały rekordowe wyniki. Na Starym Kontynencie akcje spółek z tej branży wchodzących w skład szerokiego indeksu DJ Stoxx 600 straciły średnio ok. 6 proc. od lipcowego maksimum. Za Atlantykiem przecena wśród firm naftowych z popularnego wskaźnika S&P 500 wyniosła ok. 8 proc.
Analitycy zaczynają obniżać prognozy i rekomendacje. W oczach analityków banku inwestycyjnego Goldman Sachs straciły m.in. papiery ExxonMobil, największej firmy naftowej na świecie - obcięli rekomendację z "kupuj" do "neutralnie". W USA właśnie w przypadku firm paliwowych najszybciej ostatnio spadały prognozy zysków na IV kwartał. W ciągu miesiąca eksperci obniżyli je średnio o 5 proc.
Powodzeniem przestały cieszyć się rosyjskie kolosy paliwowe. Akcje Łukoilu spadły o blisko jedną piątą.