W ciągu siedmiu ostatnich sesji WIG20 podskoczył o 8,3 proc. Jest to wyraźny przełom w porównaniu z marazmem, w jakim znajdowały się notowania blue chips na przełomie września i października. Trwająca fala wzrostowa jest najsilniejszym ruchem w górę od końca lipca. Chociaż sam moment wybicia i jego kierunek nie były łatwe do przewidzenia, to siła fali wzrostowej nie jest zaskoczeniem. Zgodnie ze znaną giełdową prawidłowością, im dłuższa stagnacja notowań, tym silniejszy późniejszy ruch notowań.
Chociaż nie wszystkie wątpliwości co do sytuacji technicznej WIG20 zostały już rozwiane, to w minionym tygodniu doszło do przełomu - przynajmniej w perspektywie krótkoterminowej. WIG20 wybił się w górę z formacji, w jakiej tkwił od ponad dwóch miesięcy. Chodzi o trójkąt symetryczny, którego dolne ramię przebiegało po serii dołków począwszy od 17 lipca, zaś górne ramię wybiegało ze szczytu z końca lipca. W miniony wtorek WIG20 zdecydowanie przebił opór, jaki stanowiło owe górne ramię (3030 pkt). Tym samym można uznać, że dwumiesięczna konsolidacja dobiegła końca. Kolejny pozytywny sygnał to fakt, że WIG20 jednocześnie z wybiciem z trójkąta pokonał też położoną niewiele wyżej (3060 pkt) linię trendu spadkowego wybiegającą jeszcze z majowego szczytu. O sile byków świadczy dobitnie to, że wraz z pokonaniem strefy oporu powstała szeroka luka hossy (3030-3049 pkt). Trudno o wyraźniejszy sygnał poprawy nastrojów.
Wystarczyły dwa kolejne dni, aby WIG20 przełamał następną barierę - lokalny szczyt z 5 września (3103 pkt). Potwierdzeniem siły popytu była wzmożona aktywność inwestorów. Obroty w dniach, w których doszło do przebicia oporów, były średnio dwukrotnie wyższe niż w poprzednich dwóch tygodniach.
Mimo tych pozytywnych sygnałów utrzymanie zwyżki - zwłaszcza w dotychczasowym tempie - nie jest takie pewne. Znajdujący się skrajnie wysoko oscylator stochastyczny wskazuje na duże wykupienie rynku, które może zagrażać stabilnej zwyżce. Sam wysoki poziom oscylatora nie byłby aż tak niepokojący (w czasie silnych trendów szybko osiąga on strefę wykupienia i pozostaje w niej przez dłuższy czas), gdyby nie to, że WIG20 ma przed sobą kolejne bariery do pokonania. Najbliższą jest szczyt z 28 lipca - 3191 pkt. Nawet jeżeli uda się go szybko przebić, to niebawem WIG20 będzie czekała jeszcze cięższa próba - tegoroczne maksimum z 11 maja (3348 pkt). Z punktu widzenia analizy technicznej można zatem przypuszczać, że przed atakiem na majowy szczyt nie obędzie się bez pewnej korekty lub przynajmniej wyhamowania zwyżki. Tak gwałtowny ruch notowań w górę jak w ostatnich dniach będzie coraz bardziej kusił inwestorów do realizacji zysków. Niepokojące może być, że WIG20 rozpoczął swoją wędrówkę w górę w momencie, kiedy pozostałe indeksy już od dłuższego czasu znajdują się w trendach wzrostowych. W niektórych przypadkach zwyżka jest na tyle silna, że zaczyna budzić obawy przed przegrzaniem. Przykładowo roczna stopa zwrotu z indeksu MIDWIG przekroczyła właśnie 80 proc. Na takim właśnie poziomie doszło do załamania w maju. W momencie największej świetności średnich spółek (w kwietniu 2004 r.) roczna stopa zwrotu sięgnęła 95 proc. Miejsce na zwyżkę zatem jeszcze jest, ale ryzyko jej zahamowania jest bardzo wysokie. Przegrzaniem grożą także notowania branży budowlanej - czyli sektora, który w największym stopniu ciągnął w górę indeksy w ostatnich tygodniach, a nawet miesiącach. Roczna stopa zwrotu z indeksu WIG-Budownictwo przekracza 150 proc. i jest bliska rekordowi z kwietnia (160 proc.).