Podejrzewam, że mamy do czynienia z końcem trendu spadkowego. Jest duża szansa na poprawę, choć ceny nadal mogą spadać. Nie wiem tego na pewno, ale myślę, że najgorsze możemy już mieć za sobą - to fragment wypowiedzi byłego szefa amerykańskiej rezerwy federalnej Alana Greenspana, dotyczący sytuacji na tamtejszym rynku nieruchomości. Rzadko się zdarza, by takie dość precyzyjne prognozy i oczekiwania usłyszeć akurat z tych ust. To stwierdzenie jest tym bardziej ciekawe, że wydaje się łagodniejsze od oceny obecnego szefa Fed Bena Bernanke, który uważa, że rynek nieruchomości w USA poddał się "poważnej korekcie" ("substantial correction").
Wypowiedź Greenspana pojawiła się przed ponad tygodniem, gdy Związek Banków Hipotecznych opublikował cotygodniowy raport o liczbie wniosków o kredyt hipoteczny. Indeks zbudowany na bazie liczby wniosków o nowy kredyt hipoteczny oraz liczby wniosków o refinansowanie już istniejących kredytów wzrósł silnie o prawie 12 proc. I był najwyższy od czerwca 2005 r. Wprawdzie w następnym tygodniu indeks ten zanotował spadek o ponad 5 proc., to jednak trudno uznać słowa A. Greenspana za mało istotne. Oczywiście, nie należy ich także traktować jako prawdę objawioną. W końcu i Greenspan może się mylić. Tym bardziej że optymistyczny w gruncie rzeczy pogląd ma podstawy przynajmniej dyskusyjne.
Na początek kilka faktów. Raport o liczbie wniosków o kredyt hipoteczny jest publikowany co tydzień, a zatem dotyczy zmian, jakie zaszły tylko w ciągu jednego tygodnia. To sprawia, że indeks będący częścią tego raportu podlega sporym wahaniom. Owszem, silny wzrost liczby wniosków o kredyt hipoteczny jest sygnałem wzrostu wielkości kapitału finansującego rynek nieruchomości w USA. Tylko czy to już może być podstawa do tak śmiałych tez? W końcu mówimy o danych tygodniowych, a trzeba wziąć pod uwagę, że wspomniany indeks opiera się na danych członków Związku Banków Hipotecznych, czyli około połowy podmiotów udzielających takich pożyczek.
Wszyscy wiedzą, że sytuacja na amerykańskim rynku nieruchomości ma duże znaczenie dla całej gospodarki w USA. Według szacunków Uniwersytetu Harvarda, wpływ rynku nieruchomości na całość amerykańskiego PKB to ok. 23 proc. Mowa tu o szacunkach, ponieważ nie ma szczególnej statystyki prowadzonej pod kątem rynku nieruchomości. Z nim związane są przedsiębiorstwa wielu branż, a więc i wyczulonych na sytuację na tym rynku.
Analitycy Moody?s określili trzy grupy podmiotów, których działalność w różnym stopniu związana jest z sytuacją na rynku nieruchomości. Do pierwszej zalicza się przedsiębiorstwa budowlane, przygotowania terenów pod budowę, biura projektowe i kartograficzne. Ocenia się, że te podmioty skupiają dwie trzecie zatrudnienia związanego z rynkiem nieruchomości. Druga grupa to wsparcie i pośrednictwo w sprzedaży nieruchomości - mowa tu o biurach pośrednictwa w handlu nieruchomościami, bankach i firmach brokerskich. Tu zatrudnionych jest ok. 10 proc. wszystkich pracowników zależnych od sytuacji w tej branży. Wreszcie trzecia grupa to producenci wyposażenia wnętrz, mebli, sprzętów domowych oraz firmy opiekujące siź terenami zielonymi. Ta grupa skupia ok. 20 proc. całości zatrudnienia. We wszystkich wymienionych przedsiębiorstwach już zanotowano lub oczekuje się spadku płac i zatrudnienia.