Dziś w Katarze zbiorą się ministrowie ds. ropy z państw skupionych w OPEC. Wszystko wskazuje, że na nadzwyczajnym posiedzeniu zgodzą się na obniżkę produkcji o milion baryłek dziennie. Ale rynek już to zdyskontował. W przededniu spotkania ceny ropy zmieniły się niewiele. OPEC, który odpowiada za 40 proc. światowych dostaw surowca, ma ustalony limit produkcji dla 10 członków, z pominięciem Iraku, w wysokości 28 mln baryłek ropy na dobę. Tyle że w przypadku niektórych państw przysługujące im limity są za wysokie, a inne ich nie respektują. Dlatego analitycy nie wiedzą, jakie naprawdę będzie znaczenie dzisiejszych ustaleń. Do końca nie wiadomo też, czy kompromis uda się zawrzeć łatwo i bez spięć. Na przykład: przedstawiciele Indonezji mówili wczoraj w Katarze, że ich kraj eksportuje teraz już tak mało ropy, że może nie dołożyć się do cięć produkcji. Mają one powstrzymać trwający drugi miesiąc spadek cen ropy. Zdaniem ekspertów, OPEC dąży, by notowania zatrzymały się w "bezpiecznym" przedziale 50-60 dolarów za baryłkę, a więc takim, który da im przyzwoite zyski, a jednocześnie nie zaszkodzi globalnemu wzrostowi gospodarczemu. Wczoraj na giełdzie paliwowej w Londynie notowania baryłki ropy Brent wzrosły o 4 centy, do 58,97 dolara. Przed tygodniem płacono po 57,6 USD. W ciągu dnia ropa nawet wyraźnie taniała, ale Departament Energii USA ogłosił, że w minionym tygodniu w tamtejszych magazynach zapasy destylatów ropy (olej opałowy i diesel) spadły o równowartość 4,55 mln baryłek ropy, czyli wyraźnie więcej niż oczekiwał rynek.