Reklama

Węgry: polityka się stabilizuje, ale gospodarka kuleje

Inwestorzy nie powinni już obawiać się nagłych zwrotów w polityce. Jednak wciąż trudno ocenić, w jakim stanie jest gospodarka Węgier

Publikacja: 21.10.2006 09:05

Przewodniczący rządzącej partii MSZP Istvan Hiller twierdzi, że na kongresie socjalistów, który odbywa się w ten weekend, nie będą podejmowane decyzje w sprawie zmian na szczytach władzy. Tym samym MSZP spełni prośbę Ferenca Gyurcsanya, który przed głosowaniem nad wotum zaufania, prosił swoich klubowych kolegów o dwuletni kredyt zaufania. Jak poinformował w poniedziałek wiceprzewodniczący MSZP Ferenc Juhasz, premier przed ponad dwoma tygodniami stwierdził, że miarą popularności rządu będą wybory do Parlamentu Europejskiego w 2008 r. Szef gabinetu ogłosił, że jeżeli do tego czasu przeprowadzane przez niego reformy nie wydadzą satysfakcjonujących owoców, jest gotów ustąpić.

Demonstracje trwają

Węgrzy już od miesiąca domagają się ustąpienia Gyurcsanya. Zamieszki wybuchły w reakcji na nagranie z zamkniętego posiedzenia socjalistów, które przeciekło do publicznego radia. Premier mówił, że okłamywał społeczeństwo, by wygrać wybory. Protesty tracą jednak na sile. Pod parlamentem zbiera się ostatnio najwyżej po kilkaset osób z ultraprawicowych organizacji. W lokalnej prasie trwają spekulacje, czy nasilą się one 23 października w 50. rocznicę węgierskiego powstania przeciwko władzy sowieckiej. Wygląda jednak na to, że nic takiego nie będzie miało miejsca, bo Andras Takacs, lider Węgierskiego Narodowego Komitetu 2006, który kieruje teraz demonstracjami, chce porozumienia z policją. Ta z kolei zezwala na protesty w czasie uroczystych obchodów rocznicy, pod warunkiem że będą przebiegały spokojne.

Przewodniczący opozycyjnego Fideszu Viktor Orban wciąż ma nadzieję, że socjaliści stracą władzę w kraju w ciągu roku. W prawicowym dzienniku "Magyar Nemzet" w poprzedni weekend pisał, że jedyną kwestią jest to, "kiedy i w jaki sposób odejdą" ze sceny politycznej. Jego nadzieje są, ku uciesze inwestorów, raczej płonne, bo wszystko wskazuje na to, że opór społeczeństwa przeciwko Gyurcsanyemu słabnie. Orban publicznie podkreśla, że nie wspiera demonstrantów. We wtorek ogłosił jednak, że nie weźmie udziału w państwowych obchodach rocznicy powstania. Badania opinii publicznej przeprowadzone przez Media Centrum wskazują, że społeczeństwo wcale nie pragnie, by Orban przemawiał na uroczystościach. 57 proc. badanych uważa, że wystąpić powinien jedynie prezydent Laszlo Solyom.

"Fidesz jest podobny

Reklama
Reklama

i też kłamie"

- Rząd stara się zmniejszyć wydatki, ale bez odpowiednich reform zmieniających mechanizmy działania państwa deficytu nie da się zlikwidować - mówi parlamentarzysta Fideszu Mihaly Varga. Wiodący dziennik "Nepszabadsag" podsumowuje, że w gruncie rzeczy propozycje prawicy niczym się nie różnią od planu zmniejszania deficytu budżetowego, który forsują socjaliści. Gyorgy Matolcsy, specjalista od gospodarki w Fideszu, powiedział, że w kampanii wyborczej "obiecaliśmy zbyt wiele". - Sytuacja gospodarcza kraju była dla nas jasna - stwierdził. Czy po tej wypowiedzi swego partyjnego kolegi Orban ma moralne prawo do żądania dymisji obecnego gabinetu?

Dyscyplina budżetowa

Gyurcsany już podniósł podatki (przeciętna stawka VAT wzrosła z 15 do 20 proc.) oraz ceny regulowane. Rząd wprowadza również częściową odpłatność (nieco ponad jedno euro) za wizyty u lekarzy w państwowej służbie zdrowia. Dzięki tym działaniom gabinet ma nadzieję zmniejszyć wysokość deficytu budżetowego z planowanych na ten rok 10,1 proc. PKB do 6,8 proc. w przyszłym. Instytut badań koniunktury GKI jest bardziej optymistyczny niż rząd i spodziewa się, że w 2007 r. dziurę uda się zmniejszyć do 6 proc. PKB (na br. prognozuje, że wyniesie on 9,5 proc.).

W sprawach gospodarki zdania są jednak podzielone. Komisja Europejska zakwalifikowała Węgry do sześciu państw, którym grozi chroniczny brak pieniędzy w państwowej kasie (jest wśród nich również Polska). Ekonomiści też nie wróżą szybkiego zrównoważenia finansów publicznych. - W przyszłym roku różnica między wydatkami a wpływami do państwowej kasy będzie prawdopodobnie równa 9,4 proc. PKB - mówi "Parkietowi" Kai Stukenbrock, frankfurcki analityk agencji ratingowej Standard&Poor?s. Ekspert ostrzega, że jeżeli deficyt będzie jeszcze wyższy, to obniżenie ratingu z BBB+/negatywny/A-2 (pierwsza liczba to ocena długookresowa; negatywna perspektywa oznacza, że w okresie od 6 do 24 miesięcy może nastąpić korekta ratingu; ostatnia liczba jest oceną krótkookresowej wiarygodności kredytowej państwa) do BBB jest bardzo prawdopodobne. Polska jest teraz oceniana przez S&P na BBB+/stabilny/A-2.

A co ze stopami?

Reklama
Reklama

Członek trzynastoosobowej rady polityki pieniężnej banku centralnego Gyorgy Kopits twierdzi, że wzrost zarobków Węgrów, które podniosły się w sierpniu w stosunku rocznym o 7 proc., może mieć wpływ na wyższe oczekiwania inflacyjne. Sygnałem do podwyżki stóp procentowych może być też inflacja, która we wrześniu wyniosła 5,9 proc. i była wyższa niż miesiąc wcześniej o 2,4 pkt proc.

- Podniesione niedawno ceny regulowane i podatki stymulują wzrost inflacji bardziej, niż się spodziewaliśmy - zauważa ekonomista Istvan Zsoldos z londyńskiego oddziału Goldmana Sachsa. - Naszym zdaniem, w ciągu trzech miesięcy stopy procentowe podskoczą z obecnych 7,75 do 8,25 proc. - dodaje.

Gabor Oblath, również członek rady polityki pieniężnej, nie do końca zgadza się ze swoim kolegą Kopitsem. Oblath uspokaja, że "wzrost wskaźnika CPI nie będzie miał bezpośredniego przełożenia na decyzje banku centralnego". Trudno jednak uwierzyć, że kredyty znów nie zdrożeją, bo na ostatnim posiedzeniu rada była wyjątkowo zgodna i tylko dwie osoby głosowały za utrzymaniem stóp procentowych na dotychczasowym poziomie. Oczekiwania co do ich podwyżki są wysokie, ponieważ w 2008 r. bank centralny chce zbić inflację do 3 proc., a to dużo mniej niż oczekują eksperci. - Naszym zdaniem w 2007 r. ceny wzrosną o 6,1 proc. - mówi Stukenbrock. - Jest mało prawdopodobne, że uda się osiągnąć tak ambitny cel inflacyjny. Spodziewamy się, że stopy wzrosną do końca br. do 8,25 proc., a w 2007 r. mogą osiągnąć nawet 8,75 proc. - twierdzi Rafaella Tenconi, ekonomistka londyńskiego Dresdner Kleinwort.

Wobec sprzecznych sygnałów co do polityki pieniężnej, inwestorzy nie wiedzą, jaką zająć pozycję w forintach. Wśród 10 ekonomistów pytanych przez Bloomberga czterech zalecało kupno tej waluty, trzech uważało, że będzie ona tracić, a kolejnych trzech stwierdziło, że kurs się ustabilizował. Od 3 października węgierski pieniądz umacniał się przez tydzień, zyskując w tym okresie najbardziej od grudnia 2003 r. Potem zaczął tanieć i od kilku dni znów drożeje. W piątek za euro trzeba było zapłacić 262,3 forintów.

Euro jednak później

Mimo prób ograniczenia wydatków budżetowych i zahamowania inflacji Węgrom raczej nie uda się szybko przyjąć wspólnej waluty. Zdaniem prezesa urzędu statystycznego Ecostat Pala Belyo, program konwergencji jest ambitny i sensowny, ale wymaga pewnych poprawek. Ekspert twierdzi, że założony cel jest możliwy do osiągnięcia tylko wtedy, gdy reformy będą kontynuowane. Belyo uważa, że rząd postąpił dobrze rezygnując z podawania konkretnej daty wejścia do strefy euro (wcześniej mówiono o 2011 r.).

Reklama
Reklama

- Naszym zdaniem, Węgrom uda się przyjąć wspólną walutę dopiero w 2014 r. - twierdzi Stukenbrock. - W przedwyborczym okresie 2010 r. raczej tradycyjnie wzrosną wydatki budżetowe powiększając niedostatek pieniędzy w państwowej kasie. Jeżeli tak się rzeczywiście stanie, to kraj może nie być w stanie spełnić kryteriów konwergencji, zgodnie z którymi deficyt budżetowy nie może przekroczyć 3 proc. PKB - dodaje ekspert.

Na giełdzie spokojnie

Indeks budapeszteńskiego parkietu BUX od początku roku podskoczył o 6,5 proc. Warszawski WIG był dużo lepszy, bo wzrósł w tym samym czasie o 33 proc. Zdaniem ekonomistów, GPW dobre wyniki zawdzięcza małym spółkom, których zwyczajnie nie ma na parkietach innych krajów regionu.

Od czasów wybuchu zamieszek na Węgrzech tamtejsza giełda straciła 2,4 proc. Niewiele, bo jak mówi nam Dwyfor Evans z londyńskiego oddziału Bank of America "inwestorzy już przyzwyczaili się i uodpornili na szoki polityczne w regionie".

Ferenc Gyurcsany (z lewej),

Reklama
Reklama

którego rząd dostał

ponad dwa tygodnie

temu wotum zaufania, raczej

nie zwolni fotela premiera

w ciągu roku, jak tego chciałby jego polityczny przeciwnik

Reklama
Reklama

Viktor Orban.

Obecny gabinet ma większość w parlamencie, która go

konsekwentnie popiera.

Jak pokazują najnowsze wyniki badania opinii publicznej,

gdyby wybory odbyły się teraz,

Reklama
Reklama

na socjalistów głosowałoby

51 proc. społeczeństwa,

a na prawicę tylko 32 proc.

Analitycy, tak jak większość

Węgrów, również wolą,

żeby krajem rządził gabinet zdolny do reformowania

gospodarki.

fot. Bloomberg

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama