Budowa nowego peronu kolejowego w liczącej 10 tysięcy mieszkańców Włoszczowie i wprowadzenie tej małej miejscowości do rozkładu jazdy pociągów ekspresowych kursujących Centralną Magistralą Kolejową jest wydarzeniem kuriozalnym, ale jednocześnie symbolicznym. Peron we Włoszczowie można z pełną odpowiedzialnością nazwać symbolem populizmu IV RP. Populizmu groźnego, bo wcielanego w życie. O ile bowiem na przykład większość populistycznych, nieracjonalnych obietnic Samoobrony została po dojściu tej partii do władzy schowana pod dywan, o tyle kolejowa obietnica posła Gosiewskiego ciałem się stała.
Ale na tym nie kończy się symbolika stacji Włoszczowa Północna. Jest ona także symbolem braku poszanowania publicznych pieniędzy - przecież spółka grupy PKP, która wyłożyła trzy miliony złotych na rozbudowę i modernizację przystanku kolejowego, jest spółką państwową, a więc współfinansowaną z naszych pieniędzy. Czyż nie jest dziwne, że w czasie, kiedy PKP szuka oszczędności i likwiduje dziesiątki nierentownych połączeń, ta sama firma realizuje kilkumilionową inwestycję i tworzy nowe, całkowicie nierentowne połączenie?!
I tu przechodzimy do kolejnego symbolu - symbolu nieliczenia się przez władzę z rachunkiem ekonomicznym. Budowa przystanku Włoszczowa dla pociągów ekspresowych, a także zatrzymywanie się wybranych "ekspresów" w 10-tysięcznym miasteczku nie ma i mieć nie może żadnego uzasadnienia ekonomicznego! To drobne (z perspektywy całego państwa) wydarzenie pokazuje jednak, w jakich kategoriach myślą (a właściwie nie myślą) rządzący. Nie myślą w kategoriach ekonomicznych, nie myślą w kategoriach gospodarczych efektów swoich decyzji. Stąd właśnie biorą się pomysły zakazu pracy w niedzielę, zasiłków dla bezrobotnych w wysokości minimalnego wynagrodzenia itd.
Nowy przystanek pociągów ekspresowych jest także symbolem zatrzymanej i niedokończonej prywatyzacji. Nie sposób sobie bowiem wyobrazić, żeby prywatna firma kolejowa zrealizowała tego typu pozbawioną jakichkolwiek podstaw ekonomicznych inwestycję. Gdyby więc PKP zostały dawno sprywatyzowane, "ekspresy" na pewno nie zatrzymywałyby się dzisiaj we Włoszczowie, bo menedżer, który by forsował taki pomysł, zostałby szybko odesłany przez zarząd do odpowiedniego szpitala, w odpowiednim kaftanie. A tak, przyszedł nakaz partyjny i sprawa załatwiona. Czy czegoś to Państwu nie przypomina? A może to właśnie dlatego politycy niektórych opcji są tak bardzo przeciwni prywatyzacji! Kto bowiem wybudowałby peron posłowi Gosiewskiemu, gdyby nie było pod ręką dyspozycyjnej firmy państwowej?!
W tym wszystkim widzę tylko jeden pozytywny aspekt. Wybudowanie peronu poszło szybko i sprawnie. Zmiany w rozkładzie jazdy wprowadzone zostały natychmiast. A więc okazuje się, że można szybko podejmować decyzje i działać sprawnie. Jest to dobry prognostyk na przyszłość, bo pokazuje, że w PKP drzemie potencjał. Może kiedyś będzie wykorzystany w lepszy sposób...