Nie minął jeszcze miesiąc, odkąd Dow Jones Industrial Average po raz pierwszy w dziejach wzbił się ponad 12 tysięcy punktów. S&P 500 osiągnął szczyty niezdobyte od listopada 2000 r. Inwestorzy rozgrywają historyczną partię, licząc na kolejne dobre rozdanie. Co więcej, wielu Amerykanów dopiero teraz może sięgnąć do finansowych rezerw, żeby kupić akcje. Tak jakby gospodarka USA stała u progu niebywałego rozkwitu, a rynki miały dostać nowy impuls do dalszych wzrostów.
Tymczasem Dow Jones i inne ważne amerykańskie indeksy suną prawie wyłącznie w górę już od czterech lat, a to oznacza, że bieżąca hossa jest drugą co do długości w powojennej historii USA. Równocześnie amerykańskie firmy notują historyczną serię trzynastu - a z końcem roku prawdopodobnie czternastu - kwartałów, kiedy ich zyski rosną w tempie dwucyfrowym. Taka passa nie trwa wiecznie - przestrzega coraz szersze grono specjalistów. Mylą się? A może nie mylą? Rynek czeka twarde, a może jednak bardziej miękkie lądowanie?
Świetna passa się kończy
- Rynek jest zbyt beztroski - twierdzi Abhijit Chakrabortti, specjalista ds. akcji z banku JP Morgan w Nowym Jorku. Ocenia, że jeszcze do końca roku wskaźnik S&P 500 osunie się o około 7 proc. - Jeśli zaczyna się faza hamowania pod względem wzrostu zysków spółek, kończy się to tak, że rynek musi oddać część wcześniejszych zwyżek - wyjaśnia.
Jak wynika ze średnich prognoz analityków, zbieranych przez firmę Thomson Financial, w I kwartale przyszłego roku spółki z S&P 500 mogą liczyć na wzrost zysków tylko o 8,4 proc. Tym samym skończyłaby się rekordowa passa, trwająca od ponad trzech lat, kiedy za każdym razem poprawiały wyniki o 10 i więcej procent. Po ostatnich trzech miesiącach roku, kiedy według prognoz zyski spółek mają podskoczyć o 10,6 proc., może ona wydłużyć się do czternastu kwartałów. Od połowy zeszłego wieku tylko raz - w pierwszej połowie lat 90. - zyski rosły tak mocno nieprzerwanie przez trzynaście kwartałów.