Wyraźnie widać na wykresie, że wczorajsza sesja była fatalna dla posiadaczy długich pozycji. Zaczęło się całkiem przyjemnie, a skończyło porażką popytu. Optymistyczny początek dnia był zasługą pomyślnego zakończenia wtorkowej sesji w USA. To dzięki niej i rekordom amerykańskich indeksów udało się podnieść nasz rynek. Problem w tym, że taki impuls nie jest w stanie samodzielnie utrzymać cen na wysokim poziomie przez dłuższy czas. Aby te miały szansę na wzrost, potrzebna jest wiara w popyt. Tej właśnie
zabrakło.
Jeszcze przed południem spadek cen sprowadził nas pod poziom poniedziałkowego minimum. To było znaczące w skali ostatnich kilku dni wydarzenie. Dzięki temu spadkowi poniedziałkowy dołek przestał być postrzegany jako potencjalny poziom wsparcia. Nie udało się nad nim zbudować formacji bądź kształtu sprzyjającego oparciu na nim zleceń. Z tego powodu nadal najbliższym wsparciem pozostaje dołek z początku listopada. Jest to o tyle niewygodne, że dołek ten jest znacznie oddalony od ostatniego lokalnego szczytu.
W trakcie całej sesji kolejne korekty spadku były jedynie chwilowymi przystankami w trwającej przecenie, a nie znaczącym odbiciem. Tym samym nie były w stanie przekonać byków, by angażowali środki, a niedźwiedzi, że podaż jest w przewadze. Nieco większe odbicie mamy dopiero w ostatniej godzinie notowań, ale i ono nie było w stanie zmienić marnego odbioru sesji. Podaż pokazała, że stać ją na wiele.
Największa próba jednak dopiero przed stroną podażową. Do tej pory było w miarę łatwo ze względu na brak poważniejszych wsparć. Teraz żarty się kończą. Niedźwiedzi czeka atak na wspomniany dołek z pierwszej listopadowej sesji. Tamtego dnia przełamane zostało wsparcie na 3100 pkt, ale już następnego ten sygnał słabości byków szybko został zanegowany. Teraz podaż ma kolejną szansę. Zejście poniżej wsparcia będzie sygnałem sprzyjającym spadkom już w średnim terminie. Oczywiście pod warunkiem, że przebicie będzie znaczne i poparte obrotem, czyli po prostu wiarygodne. Póki to nie nastąpi, wszystko jest jeszcze możliwe. Łącznie z powrotem cen na poziomy bliskie rekordom. Oczywiście popyt ostatnio, łącznie z wczorajszą sesją, nie dawał powodów do takich oczekiwań. Tyle że na naszym rynku zdarzyć się może wszystko. Co pokazał właśnie początek listopada.