Decyzja, zdominowanego przez Skarb Państwa, czwartkowego walnego zgromadzenia Zakładów Azotowych Puławy, o takim wyznaczeniu dnia ustalenia dywidendy, że większość pracowników spółki nie otrzyma świadczeń z należnych im akcji, zbulwersowała załogę. Oliwy do ognia dolała uchwała zmniejszająca o 10 proc. kwotę przeznaczoną na nagrody dla wszystkich pracowników firmy. Związkowcy są też zaniepokojeni tym, że tuż przed WZA na prezesa spółki wybrano Krzysztofa Lewickiego.
Zemsta za list do premiera?
- Obniżenie kwoty przeznaczonej na nagrody i pozbawienie większości pracowników dywidendy to kara za pismo, jakie na początku listopada wysłaliśmy do premiera. Wyraziliśmy w nim zaniepokojenie doniesieniami o możliwych zmianach kadrowych w firmie - uważa Sławomir Wręga, szef Związku Zawodowego Pracowników Ruchu Ciągłego ZA Puławy. Pod koniec października rada nadzorcza nawozowej firmy rozpoczęła postępowanie kwalifikacyjne na szefa spółki, mimo że formalnie kadencja pani prezes Małgorzaty Iwanejko miała się zakończyć dopiero za około 2,5 roku. Nowy konkurs miał być tylko formalnością. Jego ogłoszenie tłumaczono koniecznością uporządkowania kadencji kierownictwa firmy. Statut ZA Puławy przewiduje, że cały zarząd jest powoływany na wspólną trzyletnią kadencję. Tymczasem od kilku lat poszczególni członkowie zarządu byli powoływani oddzielnie w różnych terminach.
Jak pisaliśmy na początku października, nieoficjalnie mówiło się, że ujednolicenie kadencji to tylko pretekst do zmiany na stanowisku prezesa. Zaniepokojeni tym związkowcy w skierowanym najpierw do ministra skarbu, a następnie do premiera liście zwrócili uwagę, że od poprzedniego konkursu minęło tylko siedem miesięcy (wygrała go M. Iwanejko). Przedstawiciele wszystkich organizacji związkowych działających w Puławach zaprotestowali przeciw wprowadzaniu destabilizacji w spółce i politycznie inspirowanym zmianom. - Nie otrzymaliśmy odpowiedzi z MSP, więc przesłaliśmy nasz list premierowi. Zostaliśmy ukarani za śmiałość - mówi pragnący zachować anonimowość związkowiec. - To nieprawda - odpowiada Paweł Kozyra, rzecznik prasowy ministra.
Kilkuset uprzywilejowanych