Decyzją Głównego Inspektora Farmaceutycznego w Polsce przywrócona została produkcja w dwóch działach - maści i tabletek. Po opublikowaniu tej wiadomości notowania spółki wzrosły o 12 proc. Jednak na odrobienie strat inwestorzy muszą jeszcze długo czekać - wcześniejsze spadki były bardzo dotkliwe.
Podobnie brzmiące informacje pojawiłyby się w mediach, gdyby afera związana z zamienionymi przez spółkę lekami miała miejsce kilka miesięcy temu lub gdyby Jelfa była do dziś notowana na giełdzie. Tak się nie stało - Jelfa na giełdzie notowana już nie jest.
W tej szczególnej sytuacji - na szczęście. W tym miejscu - jak sądzę - oburzy się redaktor naczelny, który w sposób naturalny stracił możliwość pełniejszego wykorzystania kolejno pojawiających się informacji w gazecie.
Bo to byłoby tak: Na kilka dni przed publikacją "Dziennika" dotyczącą zamienionych leków Jelfy notowania tej spółki zaczęłyby zachowywać się inaczej niż cały rynek. Zaobserwowano by zwiększoną podaż papierów w trakcie dnia i "wyciąganie" akcji na koniec sesji. To fundusze inwestycyjne, które zaczynają już myśleć o końcówce roku, poprawiałyby swoją pozycję. W samym krytycznym dniu, czyli w dniu publikacji, handel akcjami nie byłby już możliwy. Zarząd giełdy - jeszcze przed sesją - podjąłby decyzję o zawieszeniu notowań spółki do czasu przedstawienia szczegółowych informacji dotyczących sytuacji.
Informacja o zawieszeniu notowań pojawiłaby się we wszystkich mediach elektronicznych, a następnego dnia w prasie. Kolejnego dnia "Parkiet" (i inne gazety) informowałby o całej sprawie na pierwszej stronie. U nas dodatkowo pojawiłoby się przygotowane przez dział analiz opracowanie, sugerujące wykorzystywanie poufnych informacji. Przedstawiciele Komisji Nadzoru Finansowego wzorem swojej poprzedniczki odpowiedzieliby zaś naszemu dziennikarzowi, że "komisja wnikliwie bada sprawę".