Jeśli w przyszłym roku skończy się 3-letnia hossa, to może dojść do powtórki sytuacji z 2001 roku - wtedy skończyła się hossa internetowa i inwestorzy indywidualni w ramach dywersyfikacji portfela zaczęli szukać możliwości inwestycji bardziej ryzykownych, ale i dających większe możliwości zysku - mówi Robert Kosowski, dyrektor marketingu X-Trade Brokers.
Liczą na spekulantów
Firmy foreksowe liczą przede wszystkim na napływ inwestorów, którzy obecnie grają na instrumentach giełdowych, notowanych na GPW. Jest ich około 10 tys.
- Polska giełda daje ograniczone możliwości spekulacji - mówi Marek Rogalski, główny analityk walutowy TMS Brokers. - Chodzi o krótką sprzedaż, która nie jest powszechna. W przypadku pogorszenia się koniunktury pole do zarobków nie będzie wielkie.
Krótka sprzedaż polega na tym, że najpierw pożycza się akcje, które - zdaniem inwestora - powinny stracić na wartości, a potem je sprzedaje. Jeśli spadną, odkupuje się taką samą liczbę walorów i oddaje, a zarobek stanowi różnica między ceną sprzedaży akcji oraz zakupu takiej samej liczby walorów, które się oddaje. Na GPW problemem jest znalezienie instytucji, która zgodziłaby się pożyczyć akcje - najwięksi gracze, np. fundusze emerytalne, praktycznie nie mogą pożyczać walorów. Na foreksie "krótka sprzedaż" jest znacznie łatwiejsza - po prostu sprzedaje się walutę, która ma stracić na wartości, a kupuje inną. Potem dokonuje się odwrotnej operacji.