W 2008 roku składka na ubezpieczenie rentowe (obecnie 13 proc.) zostanie obniżona o 3 pkt proc., rok później o kolejne 3 pkt proc. W efekcie za dwa lata pracodawcy odprowadzą do ZUS nie 45 proc., ale 39 proc. wynagrodzeń. Zmiany takie zapisane zostały w zatwierdzonym przez rząd najnowszym programie konwergencji, czyli informacji o stanie finansów publicznych na kolejne trzy lata. W efekcie wszystkie narzuty na pracę (tzw. klin podatkowy) mają się zmniejszyć o 4 pkt proc. Rząd liczy na spadek bezrobocia do 10,2 proc. na koniec 2009 roku. W tym samym czasie stopa zatrudnienia ma wzrosnąć do 54 proc.
Pieniądze się znajdą
MF już raz proponowało redukcję składek - rentowej i chorobowej - łącznie o 4,65 pkt proc. Ostatecznie jednak rząd zdecydował o wycofaniu się z kosztownego pomysłu. Szacowano bowiem, że konieczne przy tym rekompensaty dla ZUS wyniosą 10,3 mld zł rocznie. Teraz pomysł powraca w nowej - i to droższej wersji. W 2008 r. budżet straci na reformie ponad 6,6 mld zł, rok później - drugie tyle. - Szacowaliśmy bardzo dokładnie i środków na ten cel nie zabraknie - twierdzi wiceminister finansów Piotr Soroczyński. W programie konwergencji nie ma jednak zbyt wielu szczegółów, jeżeli chodzi o sposób sfinansowania niedoboru ZUS.
Wiemy tylko, że w pierwszym półroczu 2007 r. MF przedstawi założenia drugiego etapu reform "organizacji finansów publicznych". Resort szacuje, że dzięki niej już po dwóch latach pojawią się oszczędności rzędu 0,8 proc. PKB (ok. 10 mld zł). Poza tym rząd zapowiedział w programie "uszczelnianie systemu podatkowego" oraz podwyżki stawek VAT od usług gastronomicznych i żywności niskoprzetworzonej (teraz 3 proc.). Założono też coroczną indeksację stawek akcyzy wskaźnikiem inflacji. Rząd liczy wreszcie na fiskalne efekty wzrostu gospodarczego (w 2009 r. jego dynamika sięgnąć ma nawet 5,6 proc.) - a więc na rosnące wpływy podatkowe.
Na rentach nie zaoszczędzimy