Koniunkturę napędza fakt, że większość spółek debiutuje właśnie w Chorwacji, a nie za granicą. Również państwo zamierza przyspieszyć prywatyzację i oddać część kontrolowanych przez rząd spółek w ręce giełdowych graczy. W listopadzie sprzedawano akcje koncernu INA, krajowego paliwowego potentata. Obywatele Chorwacji mogli kupić od 15 do 17 proc. walorów. W piątek zaczęły się notowania spółki równolegle na giełdzie w Zagrzebiu i Londynie. Rząd planuje również sprzedaż udziałów w Hrvatskim Telekomie, liderze na rynku usług telekomunikacyjnych, i Osiguranje, największym krajowym ubezpieczycielu. Chorwackie media spekulują, że może dojść do fuzji tego ostatniego z państwowym Hrvatska Postanska Bank, jednym z wiodących pożyczkodawców, a potem sprzedaży połączonych koncernów.
To jednak za mało. Międzynarodowy Fundusz Walutowy naciska na Zagrzeb, by przyspieszył prywatyzację. Sytuację utrudnia fakt, że powoli zbliża się przedwyborczy okres. -Prywatyzacja będzie kluczową kwestią w niedalekiej przyszłości. Rok 2007 będzie okresem wyborów parlamentarnych, i do tego czasu rządowi będzie trudno podejmować decyzje dotyczące sprzedaży majątku - twierdzi Goran Krmpotic, dyrektor ds. zarządzania spółki Osiguranje.
Wojenna przeszłość utrudnia wejście do Unii
Oddawanie państwowych zakładów w ręce prywatne to jeden z elementów reform, jakie musi przeprowadzić Chorwacja przed przystąpieniem do Unii Europejskiej. Zagrzeb, który rozpoczął negocjacje akcesyjne rok temu, planuje przystąpić do UE za trzy lata. Na razie chorwacki parlament dostosował krajowe ustawodawstwo do unijnego w 25 obszarach. Do uregulowania pozostało jeszcze dziesięć kwestii. Na zmiany zdecydowanie naciska Unia Europejska.
- Droga do przystąpienia do Wspólnoty prowadzi przez poważne reformy i nie będzie to wyglądało jak spacer po parku - ostrzega chorwacki rząd Olli Rehn, unijny komisarz ds. rozszerzenia. Bruksela karci lewicowy rząd Ivo Sanadera za to, że zorganizowana przestępczość wciąż działa w kraju na szeroką skalę. Unia ponagla też Zagrzeb, by ten skuteczniej walczył z korupcją i przyspieszył reformę sądownictwa oraz administracji publicznej. Oprócz tego Chorwacja, by stać się członkiem Unii Europejskiej, musi poprawić sytuację mniejszości narodowych, głównie Serbów i Bośniaków. Właśnie rozliczenie z okresem wojny na Bałkanach będzie dla Chorwatów jednym z większych problemów. Zaniechanie przez władze ścigania zbrodniarzy wojennych, takich jak generał Ante Gotovina, wpłynęło na wstrzymanie negocjacji akcesyjnych. Były prezydent Chorwacji, Franjo Tudjman (zmarł w 1999 r.) został uznany przez Trybunał Haski za odpowiedzialnego za etniczne czystki na Serbach. Z faktem, że były przywódca jest postrzegany jak zbrodniarz, nie może pogodzić się wielu Chorwatów. Wpływa to m.in. na eurosceptycyzm mieszkańców bałkańskiego kraju. Przez dłuższy czas przystąpienie do Unii, według badań ośrodka Plus Agency, popierało niespełna 40 proc. obywateli kraju. Dopiero niedawno liczba euroentuzjastów wzrosła do 45 proc. - To przez wojnę straciliśmy możliwość szybkiego wejścia do Unii - stwierdził Stipe Mesić, prezydent kraju, który w czasach Franjo Tudjmana był premierem.
Spada deficyt i ceny