Estonia już niemal "tradycyjnie" rozwija się najszybciej wśród krajów Unii Europejskiej. W analogicznym okresie przed rokiem tamtejsza gospodarka powiększała się jeszcze szybciej niż ostatnio, bo w tempie 11,9 proc. W II kwartale tego roku wz rosła z kolei o 11,7 proc.
Statistikaamet (urząd statystyczny) poinformował, że "wzrost PKB stymulowała wysoka sprzedaż hurtowa i detaliczna". Eksperci z estońskiego urzędu statystycznego twierdzą, że "duże znaczenie dla gospodarki miały wyniki branży transportowej, magazynowej oraz przemysłu". Produkcja, która rośnie nieprzerwanie od 2000 r., w październiku podskoczyła o 2 proc. w stosunku do września i o 7 proc. w stosunku rocznym. Eksport w ciągu ostatniego roku podniósł się o jedną czwartą.
- Wyniki gospodarcze za ostatnie trzy miesiące nieco mnie martwią - mówi Maris Lauri, główny ekonomista Hansapanku. - Oczekiwania co do dalszego dynamicznego wzrostu gospodarczego zarówno wśród firm, jak i gospodarstw domowych, są bardzo wysokie. Jeżeli okaże się, że nie wszystko wygląda tak różowo, jak mogłoby się wydawać, może przyjść duże rozczarowanie - dodaje. Zdaniem Joakima Haleniusa, prezesa banku inwestycyjnego Trigon Capital, "jeżeli wszystko pójdzie dobrze", to w przyszłym roku gospodarka powiększy się o 6 do 7 proc. W tym roku tempo wzrostu nie powinno jednak spaść. Bank centralny podtrzymał prognozę, która zakłada, że gospodarka w całym roku powiększy się o 11,8 proc.
Inflacja w górę
Bank centralny Estonii twierdzi, że ponieważ PKB rośnie od 4 do 5 pkt proc. szybciej niż teoretycznie umożliwia to potencjał gospodarki, istnieje ryzyko przegrzania koniunktury. Dynamiczny wzrost wywiera presję na wzrost cen. W październiku towary podrożały w stosunku rocznym o 3,7 proc. Płace rosły dużo szybciej, bo podniosły się w tym czasie aż o 16,5 proc.