S&P 500 rośnie nieustannie od 122 sesji. Ruch w górę jest już znacznie dłuższy niż w trakcie zwyżki rozpoczętej w kwietniu 2005 r. Do czasu trwania fal zapoczątkowanych w połowie sierpnia 2004 r. i pod koniec października 2005 r. brakuje jeszcze odpowiednio 21 i 10 sesji. Jednocześnie pod względem zysków najbardziej dochodowy był ruch trwający od sierpnia 2004 r., który przyniósł 15 proc. zarobku. Tyle zwyżkował już S&P 500 od połowy czerwca. Jeśli więc analogia ma zostać zachowana, a nie ma powodów, by tak nie było, potencjał zwyżkowy jest praktycznie wyczerpany. Z punktu widzenia czasu trwania kolejnych ruchów w górę mamy jeszcze kilkanaście sesji "w zapasie". Nie ma go jeśli chodzi o zasięg zwyżki. Jednak odporność rynku na słabe dane z gospodarki, których w ostatnim czasie jest znacznie więcej niż tych pozytywnych, potwierdza jego dobrą kondycję. To może oznaczać trochę większy wzrost niż poprzednio. Inwestorzy nie chcą teraz na zapas martwić się groźbą osłabienia tempa poprawy wyników. Obawy okazywały się przesadzone. Teraz więc mogą zdecydować się na oczekiwanie publikacji wyników za IV kwartał, co będzie miało miejsce w początkach stycznia. To oznaczałoby jeszcze trzy tygodnie ślamazarnej zwyżki. Dużo słabiej radzą sobie europejskie parkiety. DJ Stoxx 50, w którego skład wchodzą największe firmy ze Starego Kontynentu, spadł w ostatni piątek poniżej majowego szczytu, który został przebity w pierwszej połowie października. Jednocześnie tygodniowy MACD wygenerował sygnał sprzedaży, co wraz z widoczną na tym wskaźniku negatywną dywergencją przestrzega przed trwalszym spadkiem. Ostatecznym potwierdzeniem realizacji pesymistycznego scenariusza stanie się zniżka poniżej górki z początku września, znajdującej się przy 3549 pkt. Wczorajsze notowania oddaliły indeks od tej bariery, ale nie zażegnały zagrożenia jej pokonaniem w niedługim czasie. Pozytywnym akcentem byłoby wyjście DJ Stoxx 50 ponad 3650 pkt.