Z informacji "Parkietu" wynika, że na razie nie dojdzie do zapowiadanej od dawna likwidacji Nafty Polskiej. Będzie to zapewne zaskakująca informacja dla pracowników spółki, po tym jak przed tygodniem zarząd firmy poinformował ich, iż z początkiem roku firma zostanie postawiona w stan likwidacji, a większość zatrudnionych otrzyma wypowiedzenia. Skąd nagła zmiana decyzji?

Jak wynika z naszych ustaleń, należąca w 100 proc. do Skarbu Państwa firma otrzymała jeszcze jedno zadanie - sprywatyzować Zakłady Azotowe Kędzierzyn. Wczoraj w Sejmie wiceminister skarbu Paweł Szałamacha przekonywał posłów, że można sprzedać je przynajmniej o połowę drożej niż dotychczas wynegocjowana cena. Stwierdził też, że Zakłady Azotowe w Tarnowie powinny trafić na giełdę.

W październiku MSP wstrzymało sprzedaż ZA Tarnów i ZA Kędzierzyn spółce Petro Carbo Chem (PCC), uzasadniając, że wynegocjowana cena jest za niska. Za 80 proc. akcji Kędzierzyna PCC miało zapłacić nieco ponad 100 mln zł. Kolejne 360 mln zł miało być przeznaczone na inwestycje. Za walory Tarnowa niemiecki inwestor był gotów zapłacić 365,8 mln zł. Wartość pakietu inwestycyjnego wynosiła w tym przypadku około 500 mln zł.

Wcześniejsze wypowiedzi M. Draca-Tatonia wskazywały, że po fiasku poprzedniej prywatyzacji obie spółki zostaną połączone, a dopiero potem upublicznione. Teraz, zapytany o likwidację kierowanej przez siebie spółki, stwierdził tylko: "Jesteśmy przygotowani do realizacji zamierzeń właściciela".