Reklama

Mieszkaniowa żyła złota

Przez 3 lata średnia cena metra kwadratowego nowego lokalu wzrosła od 87 procent w Warszawie do 140 procent w Krakowie

Publikacja: 20.12.2006 08:43

Ceny mieszkań wybudowanych w ostatnich latach (dostępnych na rynku wtórnym) są jeszcze wyższe i przekraczają te, które musimy zapłacić na rynku pierwotnym. Nie ma się co dziwić. - Ostatecznie kupujemy gotowy produkt, w dodatku zwykle już wykończony. Do tego wprowadzamy się "od zaraz", co ma duże znaczenie zwłaszcza dla nabywców mieszkających obecnie w wynajmowanym lokalu - zaznacza Maciej Dymkowski, dyrektor ds. rozwoju w RedNet Property Group - firmie badającej rynek nieruchomości mieszkaniowych i komercyjnych w Polsce oraz w krajach naszego regionu. - Pieniądze przeznaczane na wynajem mogą oni przeznaczyć na spłatę kredytu, dzięki czemu unikają podwójnego obciążenia domowego budżetu - tłumaczy.

Największy wzrost odnotowano w Krakowie i we Wrocławiu, natomiast najwolniej rosły ceny w Poznaniu. Stolica Wielkopolski zapewne nie uniknie scenariusza znanego Małopolsce i na Dolnym Śląsku. - Deweloperzy przygotowują inwestycje o podwyższonym standardzie i typowe apartamentowce, a te, jeśli nie zajdą nieprzewidziane okoliczności, powinny wywindować w górę stawki płacone za mieszkania. Tym bardziej że chętnych na takie lokale w Poznaniu nie brakuje - mówi Maciej Dymkowski.

Hitem inwestycyjnym ostatnich miesięcy była Łódź. Wzrost średniej ceny metra kwadratowego nowego lokalu wyniósł - w ciągu zaledwie pięciu miesięcy - ponad 25 procent. Motorem tego zjawiska była sprzedaż pierwszych w Polsce loftów. Dzięki inwestycji "U Scheiblera" firmy Opal Property Developments, o Łodzi zrobiło się głośno w Polsce i za granicą. Na efekt nie trzeba było długo czekać. Przygotowywane są kolejne projekty. Powstają zarówno lofty, jak i apartamenty, zagraniczni i krajowi inwestorzy kupują wszystkie mieszkania, które wpadną im w ręce, a ceny dynamicznie się pną.

Czego możemy oczekiwać w najbliższym czasie? - Polski rynek nieruchomości jest młody. Odbiegamy jeszcze od poziomu cen zachodnioeuropejskich. Z drugiej strony Polska staje się coraz atrakcyjniejszym krajem do realizacji przedsięwzięć biznesowych, a nawet do zamieszkania. Stąd inwestycje w nieruchomości są i będą jednymi z najbardziej opłacalnych - zapewnia Jarosław Szanajca, prezes giełdowego Domu Development, prezes Polskiego Związku Firm Deweloperskich. - Dowodem na to jest coraz bardziej widoczna obecność zagranicznych klientów, a także funduszy i instytucji finansowych, które zainwestowały właśnie na polskim rynku nieruchomości. Perspektywa kolejnych 10 czy nawet kilkunastu lat to rozwój rynku nieruchomości. Być może ceny nie będą rosnąć tak szybko jak obecnie, ale zmienią siź standardy - twierdzi prezes Szanajca. - Dzisiaj możemy mówić o ogromnych zmianach, jakie nastąpiły w trakcie ostatnich np. 5 lat. Najbliższe lata to czas wyzwań dla deweloperów i realizowania nieruchomości wybiegających pod wieloma względami ponad dotychczasowe rozwiązania.

Podobnego zdania jest dyrektor Dymkowski z RedNet Property Group. - Rekordowe ceny gruntów oraz problem z rękami do pracy w budownictwie skłaniają do wniosku, że nie ma co liczyć na gwałtowne wyhamowanie wzrostu. Optymizmem napawa jedynie twarde stanowisko ministra budownictwa w kwestii definicji budownictwa społecznego - mówi. - Można mieć nadzieję, że przynajmniej VAT pozostanie bez zmian - dodaje.

Reklama
Reklama

Piotr Krupa

dyrektor Biura KRUPA Nieruchomości

Fundusze nie podetną gałęzi,

na której siedzą

Rok 2006 to okres dużych wzrostów cen nieruchomości, również na rynku wtórnym. Od stycznia do końca września można było zarobić średnio 40 proc. na własnym mieszkaniu w Warszawie. Tylko w III kwartale 2006 r. apartamenty w Śródmieściu podrożały o 15 proc. i należą do grupy najdroższych mieszkań w Warszawie. Średnia cena metra kwadratowego przekroczyła w ich przypadku 10 tysięcy złotych. Teraz odczuwalne jest uspokojenie rynku i ustabilizowanie cen. Czy to oznacza koniec wzrostów? Nie. Ceny nieruchomości będą nadal rosły, ale tempo będzie znacznie niższe niż do tej pory. Inwestorzy szykują się już bowiem do natarcia na nowe rynki wschodzące, takie jak Rumunia czy Bułgaria. Spadki ani korekty na razie nam nie grożą, ale trzeba być ostrożnym. W 2008 czy 2009 roku inwestorzy zrealizują zyski i sprzedadzą nieruchomości, w które zainwestowali. W samej Warszawie fundusze inwestycyjne mają ponad dwa tysiące mieszkań. Z pewnością nie trafią one do sprzedaży wszystkie naraz, bo oznaczałoby to nagły spadek cen, a inwestorzy nie mogą przecież ciąć gałęzi, na której siedzą. Rok 2007 będzie jednak ostatnim z ponad 30-proc. wzrostami cen mieszkań w Warszawie. Zaznaczam: "w Warszawie". Boom na nieruchomości w innych miastach rozpoczął się znacznie później, więc może się to przeciągnąć o kolejny rok, może półtora.

Rynek wtórny tymczasem jest jedyną możliwością dla brakujących inwestycji na rynku pierwotnym. Obecnie rynek nieruchomości zachowuje się jak rynek samochodowy w czasach PRL, gdzie po wyjeździe z "salonu" samochód można było sprzedać za dwukrotnie wyższą cenę. To jednak również może się zmienić dzięki najnowszemu pomysłowi Prawa i Sprawiedliwości. Nasz rząd planuje oddanie deweloperom, za darmo, 200 tysięcy hektarów gruntów miejskich, pochodzących od różnych agencji rządowych. Deweloperzy mają się zobowiązać do zbudowania mieszkań na podarowanych gruntach i sprzedaży ich po niskich cenach. Jeśli pomysł polityków zostanie zrealizowany, można się spodziewać ogólnego spadku cen mieszkań. Ze względu na osłabienie tempa wzrostu cen mieszkań nie uważam za rozsądne kupowanie wszystkiego za każdą cenę.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama