Reklama

?Rynki dla opornych?, czyli złoto dla zuchwałych

Tuż przed godziną 19.20 niemała część giełdowych inwestorów odkłada na chwilę "Parkiet", odchodzi od komputerów i siada przed telewizorami. W TVN24 zaczyna się bowiem program "Rynki dla opornych". Od ponad pół roku stał się on swoistym hyde parkiem drobnych graczy. Wirtualny portfel tej audycji zyskał od maja prawie 60 procent

Publikacja: 23.12.2006 13:01

Myli się ten, kto myśli, że sesja na warszawskiej giełdzie kończy się o godzinie 16.30. Aktywni inwestorzy indywidualni doskonale wiedzą, że to tylko zamknięcie bieżących notowań. Przed nimi czas na wymianę spostrzeżeń, informacji... Duża część giełdowych graczy obejrzy program "Fakty Ludzie Pieniądze" w TVN24, a zwłaszcza jego giełdową część "Rynki dla opornych".

Kto kogo przekona

Program pojawił się na antenie 5 maja. Od poniedziałku do piątku około godziny 19.20 inwestorzy mogą zaproponować przez telefon prowadzącym audycję - najczęściej Romanowi Młodkowskiemu i Rafałowi Hirschowi - spółkę, której akcje na GPW warto kupić (lub sprzedać). Dziennikarze prowadzą wirtualny portfel inwestycyjny, gdzie rejestrują wszystkie wspólne transakcje. Taka formuła programu się sprawdza ze względu na dużą realność, a także rozmowy z widzami na żywo. - Mamy mnóstwo znajomych, którzy nie rozumieją, o co chodzi z naszym portfelem i giełdowymi indeksami. Oczywiście, można by ich edukować choćby przez jakieś wykłady. My wybraliśmy inny sposób. Dzień po dniu pokazujemy i dyskutujemy o zmieniającym się rynku. Uważamy, że na bazie powtórzeń człowiek zaczyna rozumieć pewne otaczające go mechanizmy - tłumaczy ideę programu Roman Młodkowski, szef redakcji biznesowej TVN24.

"Rynki dla opornych" miały być z założenia audycją interaktywną z dużym udziałem telewidzów. Dziennikarze rozmawiają przeważnie na antenie z trzema inwestorami (zazwyczaj na tyle pozwala czas). Dzwoniący widzowie w ciągu 2-3 minut proponują prowadzącym program akcje konkretnej firmy. Inwestorzy argumentują zalety swoich wyborów. Część widzów opiera się na bieżących informacjach ze spółki, inni koncentrują się na analizie technicznej. W czasie rozmowy Rafał Hirsch przedstawia grafikę z wykresem kursu. - Największym zaskoczeniem dla mnie był fakt, że tak szybko pojawili się ludzie gotowi do rozmowy. Owszem, zawsze znajdą się tacy inwestorzy, którzy liczą, że przekonają innych telewidzów swoim telefonem. Prawdę mówiąc to też jest jednak część rynku - takie wzajemne przekonywanie się, że konkretny walor warto kupić - dodaje R. Młodkowski.

Program od kuchni

Reklama
Reklama

- Nasz program nie wymaga zbyt wielu przygotowujących - mówi Rafał Hirsch, jeden ze współprowadzących "Rynki dla opornych". Można powiedzieć, że niezbędne są trzy osoby: prowadzący (Roman Młodkowski), osoba komentująca i odpowiedzialna za tworzenie wykresów spółek (Rafał Hirsch) oraz pracownik odbierający w reżyserce telefony widzów.

Upragnionym celem inwestorów jest dodzwonienie się pod warszawski numer 453-38-50. Zadanie to nie jest wcale takie proste. - Telefon jest generalnie odłączony. Podobnie jak w innych programach telewizyjnych czy audycjach radiowych. Inwestorzy dzwoniący wcześniej niż o godzinie 19.17 i tak nie zostaną połączeni, bo nasz telefon pozostaje "głuchy" - wyjaśnia Rafał Hirsch. W reżyserce w ostatniej chwili podłącza się aparat do gniazdka. Bardzo szybko wybranych zostaje trzech-czterech słuchaczy, którzy czekają na połączenie z prowadzącymi. Wydawca nie "selekcjonuje" inwestorów. Liczy się więc szczęście. Po skończonej audycji telefon milknie do następnego dnia. Dlatego poza anteną nie ma dyskusji o spółkach, kursach, giełdowych zakupach... W reżyserce praca wre - w tym niewielkim pokoiku "naszpikowanym techniką" pracuje kilka osób. Całość przypomina sztab dowodzenia. Lekkie "rozprężenie" widać tylko w trakcie przerw reklamowych. - Na dyskusje i komentarze o telefonach widzów możemy pozwolić sobie dopiero po programie - wyjaśnia jeden z pracowników.Prowadzący audycję nie mają pojęcia, czego będzie dotyczyć telefon widza. Wiedzą jedynie, że na linii czeka np. pan Andrzej. - Nie mamy pojęcia, jakie walory będą proponować dzwoniący inwestorzy - wyjaśnia R. Hirsch. Komentujący dziennikarze muszą więc mieć wiedzę o tzw. szerokim rynku. W tej roli dobrze spisuje się zwłaszcza Rafał Hirsch, którego telewidzowie często chwalą za merytoryczne uwagi.

Imponująca stopa zwrotu

Przypomnijmy, że dziennikarze TVN24 rozpoczęli wspólne inwestowanie z widzami 5 maja. Transakcje zawierane są za pośrednictwem profesjonalnego brokera na typowo rynkowych warunkach. Wielkość początkowego kapitału ustalono na 10 tys. zł. Dziś portfel "Rynków dla opornych" ma wartość ok. 16 tys. zł (stan na 15 grudnia br. - przyp. red.). To prawie 60-proc. zysk w ciągu zaledwie 8 miesięcy! Dla porównania indeks WIG w tym czasie wzrósł zaledwie o ponad 15 proc. Skąd taki sukces inwestycyjny, którego wynik musi robić wrażenie nawet na profesjonalistach?

- Osiągnięte zyski to zasługa naszych widzów i ich trafnych propozycji. My ograniczamy się tylko do wyboru odpowiednich spółek, które wcześniej zgłosili dzwoniący inwestorzy. Wydaje mi się, że taka grupowa mądrość sprzyja skutecznym inwestycjom - odpowiada Roman Młodkowski. - Nie zawsze było tak różowo. Już w pierwszych dniach trafiliśmy na majową korektę, która uszczupliła nasz portfel do 6,9 tys. zł. Później na szczęście było już tylko lepiej. Przyznam szczerze: nie przypuszczałem, że wykażemy blisko 60-proc. stopę zwrotu. Źaden fundusz inwestycyjny nie ma takich osiągnięć. Na nasz sukces zapracowały głównie dwie inwestycje: w papiery Energopolu i w fundusz NFI Midas (d. NFI Kwiatkowski). Trzeba pamiętać, że to, co robimy, nie jest do końca edukacyjne. W rzeczywistości każda inwestycja powinna być poprzedzona głębszą analizą - podkreśla Rafał Hirsch. Jego zdaniem, struktura dokonanych transakcji jest typowa dla realnych inwestycji. - Generalnie na dziesięć transakcji cztery kończymy stratą, cztery niewielkim zyskiem i dwie operacje przynoszą całkiem pokaźne profity - wyjaśnia dziennikarz.

Prowadzący program otwarci są na każdą propozycję inwestycyjną. Widzowie preferują jednak mniejsze spółki, których kursy charakteryzują się dużą zmiennością. - Nigdy nie mieliśmy w naszym portfelu akcji banków, nawet nikt ich nie proponował. Raz sam zdecydowałem o zakupie akcji Telekomunikacji. Inwestycja przyniosła 15 proc. zysków, a inwestorzy i tak się dziwili, po co nam ten papier - przypomina R. Hirsch. Czy inwestycyjne sukcesy programu przekonały prowadzących do samodzielnych inwestycji na giełdzie? - Mamy w TVN24 taką zasadę, że nie posiadamy rachunków pozwalających inwestować aktywnie na polskiej giełdzie. Oczywiście, możemy korzystać z oferty funduszy inwestycyjnych. Uważamy, że dla czystości zasad tak jest najlepiej. Takie ustalenia mieliśmy już przed pierwszym wydaniem "Rynków dla opornych". Po prostu nie chcemy znaleźć się w sytuacji konfliktowej - wyjaśnia Roman Młodkowski.

Reklama
Reklama

Wiara w fundamenty

Trudno jednoznacznie scharakteryzować dzwoniące do programu osoby. Na pewno większość z nich ma od lat swoje sprawdzone zasady inwestowania. - W moim odczuciu dzwonią do nas profesjonalni drobni inwestorzy, mający pojęcie o rynku kapitałowym - podkreśla R. Hirsch.

Część propozycji zgłaszanych do audycji pochodzi od osób preferujących firmy o ugruntowanej pozycji, mające dobre perspektywy. - Źałuję, że sprzedaliśmy Kogenerację, bo to dobra spółka. W trudnych czasach jest to bezpieczna firma z branży użyteczności publicznej. Dzisiaj jednak chcę polecić Stalexport. Włoskie Autostrade przekroczy niebawem 50 proc. w kapitale spółki. Dodatkowo wycena części stalowej, zdaniem niektórych analityków, może być wyższa niż w Stalprofilu i wynieść ok. 250 mln zł. Autostrade traktuje Stalexport jak "trampolinę" do wejścia na inne rynki Europy Wschodniej. Włosi nie marnowaliby pieniędzy, gdyby nie mieli większego planu... - argumentował jakiś czas temu pan Ronald, któremu udało się dodzwonić.

Telewidzowie na bieżąco monitorują raporty analityczne. - Chciałbym polecić Ceramikę Nowa Gala. Firma nie brała udziału w całej trzy czy czteroletniej hossie. CNG jest trochę niedoceniona przez rynek. Kurs akcji spadł mocno po obniżeniu prognozy zysku. Spółka planuje zarobić w całym roku 10 mln zł. To prawie dwa razy tyle, co w 2005 roku. Poza tym IV kwartał jest z reguły udany dla producentów płytek ceramicznych. Ostatnio Dom Maklerski Millennium wydał rekomendację "kupuj" dla CNG z ceną 6,10 zł (na rynku akcjami handlowano po 4,98 zł - przyp. red.). Uważam, że firma jest warta uwagi - mówił niedawno kolejny telewidz, pan Krzysztof.

Oglądając program "Rynki dla opornych" niektórzy mogą dowiedzieć się sporo ciekawych rzeczy o giełdowych firmach. - Chciałbym zaproponować Zakłady Mięsne Duda. Zwracam uwagę na ostatnie raporty spółki, m.in. zapowiedź inwestycji w biopaliwa z ziaren kukurydzy o wydajności 100 tys. ton wraz niemieckim Lurgi. Drugi korzystny komunikat to kupno NetBrokers - spółki internetowej, która chce sprzedawać mięso w sieci. To może być ciekawe. Zwracam też uwagę na dzisiejszy wywiad z prezesem o możliwości przekroczenia prognoz finansowych. Akcje na otwarciu wzrosły dziś o 12 proc., a na zamknięciu sesji były zaledwie 2 proc. droższe. Dużo inwestorów kupuje akcje Dudy z myślą o prawie poboru, aby uciec przed zapłaceniem podatku - wyjaśniał kilkanaście dni temu na antenie pan Włodzimierz.

Mocne grono techników

Reklama
Reklama

Spora grupa inwestorów dzwoniących do programu "Rynki dla opornych" to zwolennicy analizy technicznej. - Moją propozycją jest Elektrim. Chciałabym polecić te akcje, mimo wcześniejszych kłopotów spółki, bowiem wszystko obecnie zmierza do pomyślnego zakończenia. Elektrim wchodzi w silny trend wzrostowy. Pomyślne informacje dochodzą z sądu w spornej kwestii PTC, która należy do spółki. Ostateczne decyzje sądowe przyjdą trochę później, ale już dziś wykres mówi sam za siebie - przekonywała pani Agata, bo kobiety też dzwonią do TVN 24.

Jedna z "kultowych" rekomendacji została zgłoszona przez pana Radosława. Jego telewizyjne wystąpienie na długo zapadnie w pamięci inwestorów. - Chciałbym polecić dzisiaj akcje spółki doskonałej i wybitnej - Efektu. Firma wygenerowała kilka dni temu bardzo silny sygnał kupna na wskaźniku MACD i RSI. Przełamuje wszelkie opory i szczyty - także z 1994 roku - i ma otwartą drogę do wzrostu do poziomu 120 zł. Efekt stale się rozwija, inwestując w branżę hotelarską. Jednak głównym powodem wzrostu są pogłoski, które "chodzą po mieście" i huczą na forach internetowych o prawdopodobnym wejściu inwestora strategicznego, który miałby ogłosić wezwanie na akcje. Mówi się też, że tym inwestorem miałby być Roman Karkosik. Pozdrawiam "forumowiczów" "Parkietu".

Czasami dzwoniący inwestorzy dzielą się interesującymi spostrzeżeniami. - Proponuję kupić akcje Beef-Sanu ze względu na bardzo ciekawą sytuację techniczną tych walorów. Na wykresie kursu widać formację odwróconej głowy z ramionami. Prognozowany zasięg wzrostu notowań sięga 6 zł za jedną akcję (na rynku płacono 3,31 zł za walor - przyp. red.) - przekonywał pan Jerzy.

Fani Romana Karkosika

Nie brakuje także widzów wierzących w "szczęśliwą gwiazdę" swojego guru inwestycyjnego. - Chciałbym zaproponować akcje Alchemii. Przez prawie cały rok spółka radziła sobie słabo, ale teraz wybiła się w górę z poziomu 58,3 zł. Dziś co prawda przeżyliśmy z rana horror, ale Alchemia będzie rosła i dojdzie do poziomu 150 zł za akcję. Karkosik przygotował potężną kasę. Ma gwarancje bankowe pod najbliższe przejęcia. W przyszłym roku, a dokładnie 5 lutego będzie ustalenie prawa poboru w ramach nowej emisji akcji. Polecam ten papier pod rozwagę - sugerował jakiś czas temu w programie pan Adam.

Reklama
Reklama

Inną spółkę ze "stajni" znanego inwestora polecał pan Robert: - Moja propozycja to akcje Skotanu, ze względu na świetlaną przyszłość przed branżą biopaliw. Usłyszałem też gdzieś, że ma powstać fundusz inwestycyjny lokujący w spółkach z tej branży. Skotan w listopadzie kupił niezbędne produkty i od stycznia przyszłego roku rusza z produkcją biopaliw.

Czasami dzwoniący widzowie mają własne scenariusze rozwoju wydarzeń, którymi dzielą się z innymi inwestorami. - Chciałbym zwrócić uwagę na Suwary, które zamierzają kupić w wezwaniu NFI Midas. Spekuluje się, że Roman Karkosik zamierza wprowadzić Unibax na giełdę dzięki przejmowanej firmie. Proszę pamiętać, że NFI Midas był kupowany po ponad 4 zł za akcję. Dlatego czas kupić Suwary teraz. Po wezwaniu, które potrwa do 22 grudnia, będzie już zdecydowanie za późno ze względu na małą liczbę akcji w obrocie - próbował przekonywać w "Rynkach dla opornych" pan Leszek.

Giełdowi prorocy

Jedną z bardziej interesujących grup inwestorów, które dzwonią do programu "Rynki dla opornych", są osoby podające konkretny, prognozowany zasięg cenowy. - Moja propozycja to Arksteel. Spółka przekroczyła właśnie poziom 6 zł. W planach ma połączenie z Point Group. Myślę, że w ciągu dwóch tygodni kurs dojdzie do 10 zł. Ewentualnie polecam też Drozapol. Zachętą może być prawo poboru, którego dzień ustalenia jest na początku przyszłego roku - szacował pan Marek.

Widzowie mają często głębokie przeświadczenie (a przynajmniej starają się robić takie wrażenie), że na ich papierach szykuje się moment zwrotny. - Chciałbym zgłosić do portfela fundusz Midas. "Spaduje" on już z 25 proc., ale myślę, że kurs niebawem się odrodzi. Zwracam uwagę, że w funduszu są akcje Alchemii, której notowania nie spadły, a sam Midas tanieje - przekonywał nie tak dawno pan Henryk.

Reklama
Reklama

Cechą tego programu jest "pomoc" ze strony bardziej doświadczonych inwestorów, którzy doradzają "na żywo" wybór odpowiednich walorów. - Proponuję kupić walory Strzelca. Wcześniej spółka miała okres wzlotów i upadków, ale teraz szykuje nową emisję z prawem poboru. Uważam, że z obecnych 2 zł wzrośniemy niebawem do 6 zł za akcję - prognozował pan Piotr.

Bezpośredni inwestorzy

Czasami w programie można wysłuchać inwestorów, którzy doskonale znają proponowane spółki. - Polecam Budopol Wrocław. Firma ma pieniążki, bo z ostatniej emisji pozyskała 13 mln zł gotóweczki. Spółeczka działa w dobrej branży (budowlanej - przyp. red.) i będzie pracować dla Ganta. Poza tym Budopol ma ziemię i biurowiec i niebawem będzie robić kolejne projekciki - wyliczał pan Radosław. Rynek wziął sobie do serca te słowa i papiery zdrożały o ponad 25 proc.

Inaczej sprawę widzą inni inwestorzy: - Moja propozycja to Gant. Do końca roku spółka pozwoli zarobić więcej niż cały wasz redakcyjny portfel. Mam 1 mln zł i znam się na giełdzie bardzo dobrze. Dlatego radzę wszystko sprzedać i kupić za połowę pieniędzy Ganta, a za drugą ewentualnie Boryszew. Ale panowie wolicie słuchać "jakichś leszczy" i ich propozycji - wyjaśnił, a w zasadzie apelował do prowadzących program, pan Andrzej. Dzień po programie akcje Ganta na GPW wzrosły o 12,2 proc.

Trochę statystyki

Reklama
Reklama

Analizując wszystkie zgłoszone ostatnio antenowo-telefoniczne propozycje łatwo dochodzimy do kilku niezaprzeczalnych faktów. W okresie dobrej koniunktury na GPW (pierwszy tydzień grudnia) widać silną zależność między rosnącymi spółkami, a zgłoszonymi propozycjami widzów. Kiedy na giełdzie pojawiają się spadki (drugi tydzień grudnia) "magia ekranu" znika. Działając na wzrostowym rynku można spokojnie inwestować zgodnie z propozycjami telewidzów (ale jednak na własną odpowiedzialność i na własne ryzyko).

Średni wzrost ceny - dla okresu od 1 do 8 grudnia - na otwarciu notowań dzień po telewizyjnej rekomendacji to 2,54 proc. Na zamknięciu sesji walory drożały już o 5,33 proc. Dobry klimat utrzymywał się też przez drugi i trzeci dzień. Akcje rosły średnio o 4,85 proc. i 4,78 proc. Stopniowy spadek rentowności w kolejnych dniach można tłumaczyć tym, że inwestorzy "przenoszą" zainteresowanie na bieżące propozycje. Warte podkreślenia raz jeszcze jest to, że w okresie gorszej koniunktury wspomniana zależność nie sprawdza się.

- Uważam, że siła naszego programu nie jest aż tak duża, aby rozstrzygała o przyszłym kursie. Sądzę, że taki impuls jest zbyt słaby - mówi R. Młodkowski. Inaczej sprawę widzi jego współpracownik. - Reakcję inwestorów widać najbardziej na przykładzie średnich firm, które i tak by drożały ze względu na mocne fundamenty. Gościliśmy niedawno Stanisława Kluzę (przewodniczący KNF - przyp. red.), który przyglądał się "Rynkom". Umówiliśmy się, że nasz gość podniesie rękę, jeśli zauważy próbę manipulacji kursem. Przewodniczący KNF nie uniósł jej ani razu - podkreśla Rafał Hirsch.

Duża popularność programu rodzi pytanie o jego przyszłość. Widzowie niejednokrotnie sugerowali wydłużenie czasu dla "Rynków..." w ramach audycji "Fakty Ludzie Pieniądze". Pojawiają się głosy widzów domagających się osobnego programu. - TVN24 jest stacją o charakterze ogólnonewsowym, dlatego nie możemy zmienić profilu na czysto biznesowy. Formułę "Rynków dla opornych" chcemy na razie utrzymać - tłumaczy Roman Młodkowski. Jego zdaniem, stacja zrobiła już wiele, aby wydłużyć program. - Daliśmy naszym widzom tak dużo czasu jak tylko mogliśmy. Zwiększyliśmy liczbę telewidzów, którzy mogą się wypowiedzieć na żywo podczas programu. Zrezygnowaliśmy też z jednego serwisu informacyjnego o godzinie 19.15 - mówi szef redakcji biznesowej. Według zapewnień prowadzących, w przyszłym roku poprawiona zostanie głównie część prezentacyjna programu. - Popracujemy nad szybszym i łatwiejszym pokazywaniem wykresów. Dodamy też prawdopodobnie element dyskusji na temat ogólnej koniunktury na rynku. Choć trzeba pamiętać, że o tym rozmawiamy w ciągu całego dnia przy okazji serwisów ekonomicznych - informuje Roman Młodkowski.

Dziennikarze ekonomiczni z TVN24 nie unikają rozmowy na temat wartości portfela na koniec 2007 roku. - Chcielibyśmy, aby na koniec przyszłego roku nasz wspólny z widzami portfel podchodził pod 100 tys. zł (w dniu rozmowy wyniósł 16 tys. zł - przyp. red.) - deklaruje szef redakcji biznesowej. Skąd tak ambitna strategia? - Gołym okiem widać stały napływ pieniędzy do TFI i choćby dlatego nie powinien nam grozić żaden krach. Ciągły popyt na krajowe akcje zapewniają też OFE. Dziś na rynku brakuje przesłanek uzasadniających większy spadek. Mój stosunek do giełdowej koniunktury w 2007 roku oceniam jako neutralno-pozytywny - odpowiada Roman Młodkowski. W podobnym tonie wypowiada się Rafał Hirsch: - Kapitał krajowy ma dosyć gotówki, by nie pozwolić na istotne spadki indeksów. Dodatkowo w górę ruszamy zawsze ze wsparciem kapitału z zagranicy. Według mnie, spaść może jedynie jakiś segment rynku w ramach przesunięć kapitału.

Internauci

o programie

kodi: To żenada, żeby takie

chamskie naganianie leciało w ogólnopolskiej telewizji, uchodzącej za "miarodajną, fachową itp..." - i to jeszcze ma być niby program edukujący, pomagający ludziom słabo zorientowanym w giełdzie. Dziś zadzwonił np. facet, który nawet nie umiał nazwy spółki wymienić poprawnie - "Arkastel czy jakoś tak" - ale rekomendował, żeby kupować, bo ponoć ma być po 6 zł. Ten gościu prowadzący program powinien mieć świadomość jednak pewnej odpowiedzialności. Rzadko oglądam ten program - czy to zawsze tak wygląda?

marekk: W całych "Faktach Ludziach Pieniądzach" to mój najlepszy fragment. Lubię oglądać ten program, bo autentycznie reprezentuje coś nowego. Aha, i dzięki "Rynkom dla opornych" zapakowałem się w Midasa... Tak trzymać panowie.

spółdzielnia giełdowa FLP:

Pamiętajcie ludziska, dziś ciągniemy Gino Rossi. Redaktor każe, to spełniamy rozkaz - ciągniemy w kosmos.

~Mausi: Należy zmienić formułę prNajbardziej sensowna byłaby, gdyby omawiano

bieżącą sytuację na giełdzie, spółki, w których akurat "coś" się dzieje, reakcję kursów na różne informacje. Wtedy "oporni" uczyliby się czegoś, a nie kopiowali

bezmyślnie portfel programu. Uczyliby się myśleć i wyciągać wnioski z różnych sytuacji.

Program w bieżącej wersji

NICZEGO opornych nie uczy.

A chyba inna miała być jego

idea?

jaca: Czasami widzowie przeginają, ale program jest dobry

i nawet można się dowiedzieć

czegoś interesującego.

~ja sprzedaję: To tylko źle

świadczy o rynku, jak się skończy koniunktura, to żadne programy nie pomogą.

Opinie

Kuba Kryś

ekspert od spraw psychologii inwestowania

Powtarzane bzdury z czasem nabierają rumieńców

Siedząc z pilotem w ręku, nie do końca uświadamiamy sobie, jak duży jest wpływ telewizji na to, co i jak myślimy. A przecież nasz sposób myślenia decyduje o tym, co zrobimy. "Rynki dla opornych" mają interesujący wpływ na notowania. Następnego dnia po emisji programu spółki w nim omawiane zazwyczaj zachowują się odrobinę lepiej niż rynek. Wyjaśnienia tego zjawiska szukałbym wśród nieuświadomionych motywów kierujących inwestorami. Chodzi o efekt czystej ekspozycji, czyli powszechnie znaną zasadę: im więcej razy coś widzę, tym bardziej to lubię. Im więcej mówi się o jakiejś spółce, tym więcej osób będzie ją pozytywnie odbierało.

Warto dodać, że powyższe prawo działa niezależnie od sensowności argumentacji przytaczanej przez dzwoniącego telewidza. Jeśli ktoś mówi bzdury, to my, rozsądni inwestorzy, zdajemy sobie sprawę z bezsensowności takiej wypowiedzi i odrzucamy proponowany tok rozumowania. Jednak zupełnie niezależnie od logiki, w naszej podświadomości omawiana spółka zaczyna się lepiej kojarzyć.

Na omówiony powyżej efekt nakłada się prawdopodobnie zasada izolacji - mamy tendencję do lepszego zapamiętywania obiektów, które w jakiś sposób wyróżniają się ze środowiska. Stąd nie tylko bardziej lubimy omawiane spółki (efekt czystej ekspozycji), ale również łatwiej nam je sobie przypomnieć podczas podejmowania decyzji inwestycyjnych (zasada izolacji).

Na koniec pamiętajmy o zsumowaniu zachowań całej rzeszy inwestorów. Skłonność, która u jednostki jest prawie niezauważalna, w przypadku działań większej grupy osób zamienia się w wyraźną tendencję wzrostową na rynku.

Mirosław Saj

BM BISE, zarządzający portfelem inwestycyjnym, dla czytelników miesięcznika "Forbes"

Z modą na giełdę trzeba być ostrożnym

Inwestowanie na podstawie "telewizyjnych rekomendacji" jest proste i skuteczne

tylko na wzrostowym rynku. Inwestorzy, zwłaszcza początkujący, działają wtedy

w "owczym pędzie". Ich propozycje są często bardzo odważne - zgodnie z zasadą,

że każdemu widzowi wolno wyrazić swoją opinię. Problem ze skutecznym pomnażaniem pieniędzy w ten sposób pojawi się wraz z pogorszeniem koniunktury. Wtedy żadna argumentacja nie powstrzyma przed spadkami. Zjawisko mody na giełdę, jakie widać od pewnego czasu, przypomina mi już sytuację z lat 1993-1994. W powszechnej opinii na giełdzie nie można stracić. Prowadząc publicznie portfel inwestycyjny, na łamach miesięcznika

"Forbes", mam świadomość, że część czytelników na pewno wzoruje się na nim. Nie jest to jednak najlepsze rozwiązanie, gdyż w chwili publikacji miesięcznika mój portfel oddaje

sytuację sprzed 2 tygodni.

Remigiusz Sopel

analityk DM IDM SA

Oceniając program "Rynki dla opornych", mam mieszane odczucia. Z jednej strony

pozytywnie odbieram fakt, że dzięki telewizji, inwestorzy budują swoją społeczność.

Wymieniają m.in. poglądy i informacje. Na swój sposób razem się "dokształcają".

To naprawdę cenna i ważna inicjatywa. Z drugiej strony, program przypomina mi trochę

takie "inwestycyjne Radio Maryja", gdzie każdy widz może zadzwonić i powiedzieć,

co mu jego przeczuDlatego nieświadomi inwestorzy powinni być

szczególnie wyczuleni na niektóre telewizyjne "rewelacje".

Osobiście polecam inwestowanie w spółki fundamentalne. Nawet jeśli dobra koniunktura się zmieni, wyceny takich firm i tak spadają zdecydowanie mniej od tzw. "szerokiego rynku". W dłuższym terminie na giełdach zawsze rządzi kapitał fundamentalny.

Łukasz Dajnowicz

Komisja Nadzoru Finansowego

Telefony telewidzów to nie rekomendacje

Osobiście nie znam zbyt dobrze tego programu, dlatego tym bardziej

nie interesowałem się wpływem propozycji widzów na poziom notowań. Proszę jednak

pamiętać, że mamy wolność słowa. Telefony od widzów trudno uznać za oficjalne

rekomendacje. Dzwoniące do programu osoby nie są zawodowymi doradcami

inwestycyjnymi. Widzowie sami muszą ocenić wiarygodność niektórych informacji.

Audycja powinna rządzić się zasadami obowiązującymi przy np. czatach internetowych.

Dlatego uczestnicy programu zawsze muszą liczyć się z pełną odpowiedzialnością

za wygłaszane treści i opinie.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama