Analizując wszystkie zgłoszone ostatnio antenowo-telefoniczne propozycje łatwo dochodzimy do kilku niezaprzeczalnych faktów. W okresie dobrej koniunktury na GPW (pierwszy tydzień grudnia) widać silną zależność między rosnącymi spółkami, a zgłoszonymi propozycjami widzów. Kiedy na giełdzie pojawiają się spadki (drugi tydzień grudnia) "magia ekranu" znika. Działając na wzrostowym rynku można spokojnie inwestować zgodnie z propozycjami telewidzów (ale jednak na własną odpowiedzialność i na własne ryzyko).
Średni wzrost ceny - dla okresu od 1 do 8 grudnia - na otwarciu notowań dzień po telewizyjnej rekomendacji to 2,54 proc. Na zamknięciu sesji walory drożały już o 5,33 proc. Dobry klimat utrzymywał się też przez drugi i trzeci dzień. Akcje rosły średnio o 4,85 proc. i 4,78 proc. Stopniowy spadek rentowności w kolejnych dniach można tłumaczyć tym, że inwestorzy "przenoszą" zainteresowanie na bieżące propozycje. Warte podkreślenia raz jeszcze jest to, że w okresie gorszej koniunktury wspomniana zależność nie sprawdza się.
- Uważam, że siła naszego programu nie jest aż tak duża, aby rozstrzygała o przyszłym kursie. Sądzę, że taki impuls jest zbyt słaby - mówi R. Młodkowski. Inaczej sprawę widzi jego współpracownik. - Reakcję inwestorów widać najbardziej na przykładzie średnich firm, które i tak by drożały ze względu na mocne fundamenty. Gościliśmy niedawno Stanisława Kluzę (przewodniczący KNF - przyp. red.), który przyglądał się "Rynkom". Umówiliśmy się, że nasz gość podniesie rękę, jeśli zauważy próbę manipulacji kursem. Przewodniczący KNF nie uniósł jej ani razu - podkreśla Rafał Hirsch.
Duża popularność programu rodzi pytanie o jego przyszłość. Widzowie niejednokrotnie sugerowali wydłużenie czasu dla "Rynków..." w ramach audycji "Fakty Ludzie Pieniądze". Pojawiają się głosy widzów domagających się osobnego programu. - TVN24 jest stacją o charakterze ogólnonewsowym, dlatego nie możemy zmienić profilu na czysto biznesowy. Formułę "Rynków dla opornych" chcemy na razie utrzymać - tłumaczy Roman Młodkowski. Jego zdaniem, stacja zrobiła już wiele, aby wydłużyć program. - Daliśmy naszym widzom tak dużo czasu jak tylko mogliśmy. Zwiększyliśmy liczbę telewidzów, którzy mogą się wypowiedzieć na żywo podczas programu. Zrezygnowaliśmy też z jednego serwisu informacyjnego o godzinie 19.15 - mówi szef redakcji biznesowej. Według zapewnień prowadzących, w przyszłym roku poprawiona zostanie głównie część prezentacyjna programu. - Popracujemy nad szybszym i łatwiejszym pokazywaniem wykresów. Dodamy też prawdopodobnie element dyskusji na temat ogólnej koniunktury na rynku. Choć trzeba pamiętać, że o tym rozmawiamy w ciągu całego dnia przy okazji serwisów ekonomicznych - informuje Roman Młodkowski.
Dziennikarze ekonomiczni z TVN24 nie unikają rozmowy na temat wartości portfela na koniec 2007 roku. - Chcielibyśmy, aby na koniec przyszłego roku nasz wspólny z widzami portfel podchodził pod 100 tys. zł (w dniu rozmowy wyniósł 16 tys. zł - przyp. red.) - deklaruje szef redakcji biznesowej. Skąd tak ambitna strategia? - Gołym okiem widać stały napływ pieniędzy do TFI i choćby dlatego nie powinien nam grozić żaden krach. Ciągły popyt na krajowe akcje zapewniają też OFE. Dziś na rynku brakuje przesłanek uzasadniających większy spadek. Mój stosunek do giełdowej koniunktury w 2007 roku oceniam jako neutralno-pozytywny - odpowiada Roman Młodkowski. W podobnym tonie wypowiada się Rafał Hirsch: - Kapitał krajowy ma dosyć gotówki, by nie pozwolić na istotne spadki indeksów. Dodatkowo w górę ruszamy zawsze ze wsparciem kapitału z zagranicy. Według mnie, spaść może jedynie jakiś segment rynku w ramach przesunięć kapitału.
Internauci
o programie
kodi: To żenada, żeby takie
chamskie naganianie leciało w ogólnopolskiej telewizji, uchodzącej za "miarodajną, fachową itp..." - i to jeszcze ma być niby program edukujący, pomagający ludziom słabo zorientowanym w giełdzie. Dziś zadzwonił np. facet, który nawet nie umiał nazwy spółki wymienić poprawnie - "Arkastel czy jakoś tak" - ale rekomendował, żeby kupować, bo ponoć ma być po 6 zł. Ten gościu prowadzący program powinien mieć świadomość jednak pewnej odpowiedzialności. Rzadko oglądam ten program - czy to zawsze tak wygląda?
marekk: W całych "Faktach Ludziach Pieniądzach" to mój najlepszy fragment. Lubię oglądać ten program, bo autentycznie reprezentuje coś nowego. Aha, i dzięki "Rynkom dla opornych" zapakowałem się w Midasa... Tak trzymać panowie.
spółdzielnia giełdowa FLP:
Pamiętajcie ludziska, dziś ciągniemy Gino Rossi. Redaktor każe, to spełniamy rozkaz - ciągniemy w kosmos.
~Mausi: Należy zmienić formułę prNajbardziej sensowna byłaby, gdyby omawiano
bieżącą sytuację na giełdzie, spółki, w których akurat "coś" się dzieje, reakcję kursów na różne informacje. Wtedy "oporni" uczyliby się czegoś, a nie kopiowali
bezmyślnie portfel programu. Uczyliby się myśleć i wyciągać wnioski z różnych sytuacji.
Program w bieżącej wersji
NICZEGO opornych nie uczy.
A chyba inna miała być jego
idea?
jaca: Czasami widzowie przeginają, ale program jest dobry
i nawet można się dowiedzieć
czegoś interesującego.
~ja sprzedaję: To tylko źle
świadczy o rynku, jak się skończy koniunktura, to żadne programy nie pomogą.
Opinie
Kuba Kryś
ekspert od spraw psychologii inwestowania
Powtarzane bzdury z czasem nabierają rumieńców
Siedząc z pilotem w ręku, nie do końca uświadamiamy sobie, jak duży jest wpływ telewizji na to, co i jak myślimy. A przecież nasz sposób myślenia decyduje o tym, co zrobimy. "Rynki dla opornych" mają interesujący wpływ na notowania. Następnego dnia po emisji programu spółki w nim omawiane zazwyczaj zachowują się odrobinę lepiej niż rynek. Wyjaśnienia tego zjawiska szukałbym wśród nieuświadomionych motywów kierujących inwestorami. Chodzi o efekt czystej ekspozycji, czyli powszechnie znaną zasadę: im więcej razy coś widzę, tym bardziej to lubię. Im więcej mówi się o jakiejś spółce, tym więcej osób będzie ją pozytywnie odbierało.
Warto dodać, że powyższe prawo działa niezależnie od sensowności argumentacji przytaczanej przez dzwoniącego telewidza. Jeśli ktoś mówi bzdury, to my, rozsądni inwestorzy, zdajemy sobie sprawę z bezsensowności takiej wypowiedzi i odrzucamy proponowany tok rozumowania. Jednak zupełnie niezależnie od logiki, w naszej podświadomości omawiana spółka zaczyna się lepiej kojarzyć.
Na omówiony powyżej efekt nakłada się prawdopodobnie zasada izolacji - mamy tendencję do lepszego zapamiętywania obiektów, które w jakiś sposób wyróżniają się ze środowiska. Stąd nie tylko bardziej lubimy omawiane spółki (efekt czystej ekspozycji), ale również łatwiej nam je sobie przypomnieć podczas podejmowania decyzji inwestycyjnych (zasada izolacji).
Na koniec pamiętajmy o zsumowaniu zachowań całej rzeszy inwestorów. Skłonność, która u jednostki jest prawie niezauważalna, w przypadku działań większej grupy osób zamienia się w wyraźną tendencję wzrostową na rynku.
Mirosław Saj
BM BISE, zarządzający portfelem inwestycyjnym, dla czytelników miesięcznika "Forbes"
Z modą na giełdę trzeba być ostrożnym
Inwestowanie na podstawie "telewizyjnych rekomendacji" jest proste i skuteczne
tylko na wzrostowym rynku. Inwestorzy, zwłaszcza początkujący, działają wtedy
w "owczym pędzie". Ich propozycje są często bardzo odważne - zgodnie z zasadą,
że każdemu widzowi wolno wyrazić swoją opinię. Problem ze skutecznym pomnażaniem pieniędzy w ten sposób pojawi się wraz z pogorszeniem koniunktury. Wtedy żadna argumentacja nie powstrzyma przed spadkami. Zjawisko mody na giełdę, jakie widać od pewnego czasu, przypomina mi już sytuację z lat 1993-1994. W powszechnej opinii na giełdzie nie można stracić. Prowadząc publicznie portfel inwestycyjny, na łamach miesięcznika
"Forbes", mam świadomość, że część czytelników na pewno wzoruje się na nim. Nie jest to jednak najlepsze rozwiązanie, gdyż w chwili publikacji miesięcznika mój portfel oddaje
sytuację sprzed 2 tygodni.
Remigiusz Sopel
analityk DM IDM SA
Oceniając program "Rynki dla opornych", mam mieszane odczucia. Z jednej strony
pozytywnie odbieram fakt, że dzięki telewizji, inwestorzy budują swoją społeczność.
Wymieniają m.in. poglądy i informacje. Na swój sposób razem się "dokształcają".
To naprawdę cenna i ważna inicjatywa. Z drugiej strony, program przypomina mi trochę
takie "inwestycyjne Radio Maryja", gdzie każdy widz może zadzwonić i powiedzieć,
co mu jego przeczuDlatego nieświadomi inwestorzy powinni być
szczególnie wyczuleni na niektóre telewizyjne "rewelacje".
Osobiście polecam inwestowanie w spółki fundamentalne. Nawet jeśli dobra koniunktura się zmieni, wyceny takich firm i tak spadają zdecydowanie mniej od tzw. "szerokiego rynku". W dłuższym terminie na giełdach zawsze rządzi kapitał fundamentalny.
Łukasz Dajnowicz
Komisja Nadzoru Finansowego
Telefony telewidzów to nie rekomendacje
Osobiście nie znam zbyt dobrze tego programu, dlatego tym bardziej
nie interesowałem się wpływem propozycji widzów na poziom notowań. Proszę jednak
pamiętać, że mamy wolność słowa. Telefony od widzów trudno uznać za oficjalne
rekomendacje. Dzwoniące do programu osoby nie są zawodowymi doradcami
inwestycyjnymi. Widzowie sami muszą ocenić wiarygodność niektórych informacji.
Audycja powinna rządzić się zasadami obowiązującymi przy np. czatach internetowych.
Dlatego uczestnicy programu zawsze muszą liczyć się z pełną odpowiedzialnością
za wygłaszane treści i opinie.