Wczoraj mieliśmy drugą z trzech międzyświątecznych sesji. Widać to było nie tylko w kalendarzu, ale także na samym rynku. Ponownie bowiem aktywność inwestorów nie była duża. Mała wartość zleceń wyraźnie świadczyła o tym, że na rynku pozostali jedynie pasjonaci lub "strażnicy" obecnych poziomów cenowych. Nikomu nie przeszło nawet przez myśl, by przeprowadzić jakąś poważniejszą akcję. Mała wartość obrotu jasno pokazuje, że większość jeśli nie zupełnie zignorowała ten dzień, to jedynie się przyglądała przebiegowi wypadków i walczyła, by w trakcie tej obserwacji nie zasnąć.
Ciekawszym elementem dnia była przecena, jaka dotknęła rynek terminowy, kilka minut po rozpoczęciu notowań akcji. Przez chwilę wydawało się, że jednak może być ciekawie, ale nadzieje rozwiane zostały równie szybko, jak się pojawiły. Ten nagły ruch cen miał miejsce jedynie na kontraktach. Na rynku kasowym było w tym czasie dość spokojnie. Emocje szybko opadły i resztę sesji "bujaliśmy się" w trendzie bocznym. W końcówce sesji kontrakty ponownie się ruszyły. Tym razem był to wzrost. Nie był równie szybki i spektakularny, jak wcześniejszy spadek cen.
Także i tym razem nie widać było większego zainteresowania ze strony graczy na rynku kasowym. Indeks przez niemal całą sesję powoli się osuwał i zaliczał co jakiś czas nowe minima sesji. Nawet prowokacja ze strony kontraktów, które zyskując rozciągnęły bazę, nie skusiła chętnych. Mieliśmy kolejną senną sesję. Nieco ruchu było też w końcówce, ale i tym razem trudno było mówić o szczególnie rozbudzonych emocjach.
Notowania zakończyliśmy spadkiem, ale oczywiście nie
ma to w tej chwili większego