Dyrektor generalny Steve Jobs i inni menedżerowie nie dopuścili się żadnych nadużyć w związku z programem przyznawania opcji na akcje Apple Computer - podał koncern. Rada nadzorcza ma do Jobsa "pełne zaufanie".
Producent iPodów zareagował na materiały prasowe stawiające w złym świetle swojego szefa i jednego z założycieli. Była w nich mowa o sfalsyfikowaniu dokumentów potwierdzających udzielenie przez radę nadzorczą Apple zgody na obdarowanie Jobsa opcjami w 2001 r. Zaczęto spekulować, czy menedżer powinien podać się do dymisji, a akcje firmy traciły.
Według Apple, wewnętrzne śledztwo w firmie, dotyczące antydatowania terminów przyznania opcji, wykazało, że Jobs wiedział o takich przypadkach, ale sam nie czerpał z tego żadnych korzyści. Specjalnie powołana w firmie komisja (m. in. z udziałem Ala Gore, byłego wiceprezydenta USA, teraz członka rady nadzorczej Apple), która zajmowała się sprawą opcji, uznała, że w sprawie działań szefa i innych przedstawicieli menedżmentu nie ma mowy o jakichkolwiek nadużyciach. Rada faktycznie nie zatwierdzała opcji dla Jobsa, ale zostały one wycofane i w ich miejsce szef Apple dostał przydział nowych - tłumaczono w komunikacie.
Cofanie w dokumentach terminów przyznania menedżerom opcji na akcje było kilka lat temu powszechną praktyką, dotyczącą ok. 190 spółek w USA. Polegało na wybieraniu dni notowań, kiedy kursy akcji były niskie, przez co zarobek obdarowanych z realizacji opcji stawał się automatycznie większy.
Wstępnie o wynikach śledztwa dotyczącego antydatowania opcji Apple informował w październiku. Odkryto 15 takich przypadków. W piątek koncern podał, że z tego powodu musi skorygować wyniki finansowe za trzy ostatnie lata - łącznie o 21 mln USD.