W grudniu 2006 r. ceny były o 1,5 proc. wyższe niż rok wcześniej - wynika z opublikowanych wczoraj szacunków Ministerstwa Finansów. Jeszcze kilka tygodni temu resort spodziewał się, że w całym ubiegłym roku wzrost cen mógł wynieść 1,8 proc.
1,5 proc. na koniec kadencji
Jeśli szacunki ministerstwa okażą się trafne (a zwykle tak właśnie jest), będzie to oznaczać, że na zakończenie sześcioletniej kadencji Leszka Balcerowicza w Narodowym Banku Polskim inflacja zmieściła się w dolnym przedziale celu Rady Polityki Pieniężnej (celem RPP jest inflacja na poziomie 2,5 proc., ale rada dopuszcza odchylenia w górę w i dół o 1 pkt proc.).
- Fakt, że wzrost cen był niższy od prognoz, zawdzięczamy tanim paliwom oraz niskim cenom żywności - tłumaczy Piotr Bielski, ekonomista Banku Zachodniego WBK. - Cały czas widać, że rosnący popyt wcale nie przyśpiesza wzrostu cen - dodaje.
Podwyżki stóp