Niepowodzeniem zakończył się pierwszy przetarg na kupno Zakładów Mięsnych w Dębicy. Do syndyka nie wpłynęła żadna oferta. W lutym zadecyduje, co dalej. Może rozpisać kolejny przetarg lub podzielić przedsiębiorstwo i sprzedać je w częściach.
- Zaprosiliśmy do przetargu ok. 70 firm. Kilka z nich dzwoniło do nas, by uzyskać dalsze informacje, ale ostatecznie nie przysłały ofert - mówi Jacek Boro, dyrektor finansowy ZM w Dębicy. Teraz syndyk będzie rozmawiać z firmami, które wcześniej okazały zainteresowanie ofertą. Zamierza wybadać, czy chciałyby wziąć udział w kolejnym przetargu. Jeśli okaże się, że tak, zostanie on rozpisany, ale nie wcześniej niż w marcu. Jego przygotowanie nie zajmie dużo czasu - wycena jest już gotowa.
Problem w tym, że jego warunki nie zostaną zmienione. - Najważniejsza jest cena (teraz wynosi minimum 21 mln zł - przyp. red.), a obniżyć może ją tylko sąd - tłumaczy J. Boro. Jego zdaniem, są jednak szanse na sukces w drugim konkursie. - Właśnie teraz firmy opracowują budżet na cały rok. Są więc większe szanse, że uwzględnią w nich zakup naszego przedsiębiorstwa - twierdzi.
Jeśli kolejna oferta zakończy się fiaskiem, syndyk będzie musiał znaleźć inne rozwiązanie. Nie zdecyduje się raczej na rozpisanie następnego przetargu, chyba że sąd obniży cenę. Syndyk może za to podzielić firmę i sprzedać jej majątek kilku przedsiębiorstwom. Potencjalni nabywcy mogliby się też porozumieć i wspólnie kupić upadły zakład.
Zakłady Mięsne w Dębicy od roku są w upadłości, ale nadal utrzymyją produkcję. Prowadzą ubój i rozbiór trzody i bydła. Ponadto spółka przetwarza mięso. Ma też chłodnię o pojemności 500 ton.