Ciągle słyszymy, że jakieś polskie przepisy są niezgodne z prawem Unii Europejskiej. Akcyza na używane auta czy konieczność ich badania pod względem sprawności technicznej bardzo nie podobają się Komisji Europejskiej, bo dyskryminują wolny handel. Patrząc na te przykłady, należałoby się spodziewać, że nasi urzędnicy, planując wprowadzenie kolejnych zmian w prawie, upewnią się, czy nie będą sprzeczne z przepisami zjednoczonej Europy. Nic bardziej mylnego. Ministerstwo Finansów pracuje nad zmianami do ustawy o grach i zakładach wzajemnych. Zgodnie z planem resortu, wymienione dziedziny miałyby być kontrolowane przez państwo, w tym konkretnym przypadku przez spółkę Totalizator Sportowy. W projekcie ustawy czytamy m.in., że podmioty zagraniczne oferujące zakłady wzajemne za pośrednictwem internetu łamią prawo i przyczyniają się do spadku obrotów polskich operatorów. Niestety, nie łamią prawa. W kwestii obrotów polskich operatorów to MF musi się pogodzić z tym, że istnieje coś takiego jak konkurencja rynkowa.
W 2003 roku Europejski Trybunał Sprawiedliwości uznał, że każde państwo należące do Unii Europejskiej ma prawo do nadzorowania lub ograniczania gier hazardowych prowadzonych przez internet. Pod warunkiem jednak, że ograniczenia stosowane będą jednakowo wobec wszystkich operatorów, niezależnie od formy własności i kraju pochodzenia spółki. Firma, która przyjmuje zakłady za pośrednictwem internetu, musi mieć licencję. Jeśli ma ją wydaną w jednym z krajów UE, to obowiązuje ona w całej Wspólnocie. Nie ma także obowiązku posiadania siedziby tam, gdzie firma oferuje swoje usługi. Absurdem jest także obowiązek posiadania serwerów komputerowych na terenie Polski, jak nasz resort zakłada w nowej ustawie.
To nie koniec. Ministerstwo w uzasadnieniu do projektu ustawy pisze, że wprowadzenie tych zmian wpłynie na zwiększenie przychodów do budżetu centralnego. Taki argument jest jednym z najgorszych w negocjacjach z Komisją Europejską, która zazwyczaj broni wolnego handlu i stara się ograniczać rozwój monopoli.
Skąd takie zamieszanie? Jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Ile jest wart europejski rynek zakładów zawieranych za pośrednictwem internetu, dokładnie nie wiadomo. Ale muszą to być istotne kwoty, skoro nawet rząd niemiecki zastanawia się nad wprowadzeniem monopolu państwowego w tym zakresie. Charlie McCreevy, unijny komisarz ds. wspólnego rynku i usług, jeszcze w 2006 r. przestrzegł władze wszystkich landów, że takie zmiany zakończą sie pozwem do ETS. Minister Zyta Gilowska jeszcze takiego ostrzeżenia nie dostała i może to jest właśnie błąd.
Większość krajów Wspólnoty stara się dostosować do unijnych przepisów. Hiszpanie po prostu dopuszczają na swoim rynku działanie zagranicznych firm, jeśli mają wspomniane licencje. Podobnie Portugalczycy. Tam liga piłkarska działa pod szyldem bwin Liga, nasz odpowiednik Orange Ekstraklasy. Bwin.com oferuje zakłady sportowe za pośrednictwem sieci. Można przypuszczać, że firma jest legalna. Akcje spółki są notowane na giełdzie w Wiedniu. Bwin.com działa w oparciu o licencję wydaną przez rząd Gibraltaru i ma także pozwolenia z Wielkiej Brytanii, Włoch i Austrii. W Anglii działa wiele firm oferujących usługi hazardowe online i rząd wcale nie twierdzi, że są nielegalne.