Na 40 do 50 mln USD szacuje Adam Wilczęga, prezes Biotonu, nakłady, jakie będzie musiała ponieść jego spółka, by uruchomić zakład frakcjonowania osocza w Mielcu. Jak już pisaliśmy, polski producent insuliny podpisał umowę z syndykiem masy upadłościowej Laboratorium Frakcjonowania Osocza (LFO) na 10-letnią dzierżawę tego przedsiębiorstwa. Miesięczny czynsz wyniesie 80 tys. zł. Jednak zgodnie z naszymi przypuszczeniami, na tym nie zakończą się wydatki. Inwestycja w Mielcu została porzucona "w połowie drogi". Choć ukończony jest budynek laboratoryjny, to hala produkcyjna już tylko w 85 proc. Poza tym brak większości sprzętu. - Prace nad uruchomieniem LFO potrwają dwa lata - mówi A. Wilczęga. Na finansowanie inwestycji firma wykorzysta własne środki i kredyty. Nie wyklucza też emisji akcji.
Zagraniczny partner
Bioton podpisał już umowę z "jednym z największych europejskich producentów preparatów krwiopochodnych", od którego kupi technologię przerobu osocza oraz niezbędne certyfikaty. Uprawniają one do sprzedaży produktów powstałych z frakcjonowania osocza w Polsce, a także na innych rynkach, które polska firma uważa za strategiczne: w Rosji, na Ukrainie oraz w Chinach i Indiach. Poza tym zagraniczny partner będzie wyposażał Laboratorium.
Za dwa lata Bioton będzie jedynym krajowym producentem preparatów krwiopochodnych (potrzebnych np. do produkcji leków zapobiegających hemofilii). Moce przerobowe LFO mają sięgnąć 400 tys. litrów osocza rocznie. - To minimalna ilość zapewniająca Polsce samowystarczalność, którą każdemu państwu zaleca World Health Organization (WHO) - tłumaczy A. Wilczęga.
Nowe źródło przychodów