Banki już dawno zdały sobie sprawę z tego, jaki potencjał marketingowy tkwi w pracujących dla nich analitykach makroekonomicznych. "Główny ekonomista" jest nieodłącznym elementem każdego programu telewizyjnego i radiowego o gospodarce. Z ich pomocy chętnie korzystamy i my - dziennikarze prasowi. Wypowiadając się i w telewizji, i dla nas służą nie tylko jako ludzie objaśniający tajniki gospodarki, ale też jako reklama swoich pracodawców. Czasami można pomyśleć, że całe życie spędzają przed kamerami, mikrofonem i odpowiadając na telefony dziennikarzy.
Tymczasem ich żywiołem jest również coś innego - ślęczenie przy komputerach nad przygotowywaniem prognoz tego, co zdarzy się w gospodarce, co zrobi Rada Polityki Pieniężnej, jak ukształtuje się kurs złotego albo rentowność obligacji. W tym numerze "Parkietu" sprawdzamy, którzy z nich radzą sobie najlepiej. Warto zdawać sobie sprawę z tego, że bank, który jest najlepszy w prognozach dziś, niekoniecznie musi być najlepszy również jutro. Przy krótkoterminowych prognozach, ważnych dla inwestorów na rynku finansowym, nie brakuje elementu losowego, co jednak nie znaczy, że małpa prognozowałaby lepiej od analityków makroekonomicznych.
Ekonomiści bankowi coraz częściej są wykorzystywani nie tylko przez banki. Już kilka lat temu mieliśmy do czynienia z transferami z banków komercyjnych do zarządu NBP czy do ścisłego kierownictwa resortu finansów. W ostatnich miesiącach o przechodzeniu w tę stronę słychać jakby częściej. Zdecydowana większość tych wiadomości nie daje powodu do narzekania.