Wczorajsza sesja pozostawiła nas z mieszanymi uczuciami. Notowania zaczęły się dość zaskakująco. Kontrakty otworzyły się blisko poniedziałkowego zamknięcia, ale szybko doszło do poważniejszej przeceny. Wydawało się, że po takiej akcji podaży powrót w okolice poprzedniego zamknięcia będzie już dużym sukcesem popytu. Spadek cen na początku sesji był szybki, ale bykom udało się nie tylko odrobić początkową stratę, ale nawet dodać kolejne punkty do trwającego od kilku dni wzrostu cen. Zatem mamy dwa wydarzenia - szybką przecenę i późniejsze odrobienie strat. Notowania zakończyliśmy ponad poziomem połowy zakresu wahań. W analizie sesji mamy małe zamieszanie. Tylko małe, bo faktycznie wiele się nie zmieniło. Popyt nadal ma szansę na poważniejszy atak,
a podaż nie straciła swoich atutów w postaci poziomu oporu. Każda ze stron może jeszcze być tą wygraną. Z jednej strony, mamy byków, za którymi stoi siła i długość trwającego od kilka lat trendu wzrostowego oraz fakt wykreślenia ostatnio małej formacji podwójnego dna. Z drugiej, mamy niedźwiedzi oczekujących na przynajmniej silną korektę, których nadzieje zostały rozbudzone problemami popytu
z okolicy szczytu z maja ub.r. oraz późniejszym spadkiem cen. Zakres ruchu wynikający ze wspomnianej wcześniej formacji podwójnego dna mamy już w tej chwili zrealizowany. Tym samym teraz kontynuacja wzrostu może być utrudniona, co nie oznacza, że niemożliwa. Pokazała to wspomniana początkowa przecena na wczorajszej sesji. Szybkość spadku sygnalizuje dużą nerwowość inwestorów. Inną sprawą jest przypuszczenie, że problem ze wzrostem rynku może także wynikać z przyczyn mających swoje źródło w analizie technicznej. Wystarczy spojrzeć na wykres cen kontraktów zamieszczony powyżej. Początek roku stał pod znakiem spadków po wybiciu z kanału wzrostowego, który był przystankiem po wcześniejszej przecenie. Wybicie to było na tyle dynamiczne, że została wykreślona luka bessy. To właśnie ta luka oraz lokalny szczyt przy końcu kanału są w tej chwili najważniejszą barierą dla popytu. Warto zauważyć, że te okolice to także poziom lokalnych dołków
z grudnia ub.r. Te dołki składają się na to dolne ograniczenie szczytowej konsolidacji. Powrót
w jej zakres otworzyłby drogę do ataku na szczyty. Pozostaje czekać na rozstrzygnięcie.