Panie prezesie, kiedy o Warszawie będzie można powiedzieć, że jest regionalnym centrum kapitałowym?
Takim centrum będziemy wtedy, gdy dzięki decyzjom inwestorów międzynarodowych większość aktywów, które przeznaczają na inwestycje w Europie Środkowej, trafiać będzie właśnie do Warszawy. Najważniejszym kryterium jest tu ocena inwestorów.
Jeśli popatrzeć na to z trochę innej perspektywy, od strony pewnej substancji, którą musimy dysponować, to centrum staniemy się wtedy, gdy będziemy mieć tzw. kompetencję regionalną. Innymi słowy, gdy będziemy mieć ludzi, którzy znają się na gospodarkach, na branżach i na firmach z tego regionu. Przy czym chodzi mi o firmy i branże, które są reprezentowane na GPW. Z tego względu musimy budować na naszej giełdzie taką ofertę, która będzie reprezentatywna dla regionu. Musimy mieć firmy z tych krajów, które wchodzą w skład regionu, czyli: Ukrainy, Czech, Słowacji i Węgier.
Czy z Bułgarii, Rumunii i krajów bałkańskich również?
Tak, choć te państwa zaliczałbym już do dalszego regionu. To są już odleglejsze rynki. Mamy z nimi pewne więzi gospodarcze. Mamy wspólnotę historyczną i podobieństwo kulturowe, a w przypadku Bułgarii, Słowenii, Serbii czy Chorwacji również językowe, co też jest nie bez znaczenia. Ale te kraje należą niewątpliwie do drugiej strefy.