Poniedziałkowe notowania rozpoczęły się na poziomach z piątkowego zamknięcia. Przy niewielkim zainteresowaniu inwestorów w pierwszych godzinach handlu ceny nieco wzrosły. Jednak szczytem możliwości okazał się ten sam poziom co w piątek. Później ceny znów lekko spadły, ale i tak obraz rynku się nie zmienił. Głównym wydarzeniem sesji był przetarg 52-tygodniowych bonów skarbowych. Popyt nie był imponujący (1,5 mld zł, wobec oferty 0,9 mld zł), jednak rentowność spadła poniżej 4,1 proc., czyli o przeszło 10 pkt bazowych w stosunku do aukcji sprzed dwóch tygodni. Wczoraj Ministerstwo Finansów zapoznało też inwestorów ze szczegółami środowego przetargu zamiany. Niespodzianki nie było. W zamian za krótkie papiery inwestorzy będą mogli kupić 5-, 10- i 20-letnie aktualne obligacje benchmarkowe. Historia uczy, że w takiej sytuacji z zakupami warto się wstrzymać. Do przetargu nie spodziewałbym się więc wzrostu cen, chyba że krzywa w euro przesunie się mocno w dół. Analiza techniczna wskazuje, że wkrótce do tego dojdzie. Negatywne informacje płyną natomiast z Węgier. Wczoraj bank centralny ostrzegł przed dwucyfrową inflacją i mimo że oficjalne stopy nie wzrosły, węgierski dług tracił na wartości.