Nastroje na światowych giełdach zaczęły się w ostatnich dniach pogarszać. Od szczytów oddaliły się zarówno indeksy na rynkach rozwiniętych, jak i wschodzących. Wczoraj przecenie towarzyszyła wyprzedaż ropy naftowej, która po południu kosztowała najmniej w tym miesiącu. Od dwóch dni wyraźnie rośnie też rentowność amerykańskich obligacji, która od końca stycznia przeżywała silną korektę spadkową. Czy są powody do obaw przed definitywną zmianą nastawienia inwestorów na światowych rynkach? Wydaje się, że jest za wcześnie, by mówić o czymś więcej niż tylko korekcie. Skala spadku amerykańskiego S&P 500 nie odbiega od poprzednich zniżek zanotowanych w ostatnich trzech miesiącach. Dotąd te przejściowe obsunięcia nie przeszkadzały indeksowi w ustanawianiu ostatecznie nowych maksimów. Niezagrożone jest kluczowe dla trendu wzrostowego wsparcie w postaci dołka z końca grudnia (1420,6 pkt). Podobnie sytuacja ma się w przypadku rynków wschodzących. Indeks MSCI Emerging Markets na tyle nieznacznie oddalił się od szczytu, że nie ma mowy o zakończeniu trendu wzrostowego. Nie są zagrożone wsparcia w postaci przebitego niedawno szczytu z końca grudnia, ani tym bardziej późniejszego dołka.
Jasne sygnały dla rynków wschodzących nie płyną na razie z notowań eurodolara. Sygnały te byłyby o tyle istotne, że w ostatnich miesiącach oba rynki cechują się silną zależnością. Kurs EUR/USD konsoliduje się od miesiąca na wysokości 1,29-1,35. Analiza techniczna nie przesądza, czy dojdzie do wybicia dołem, a taki właśnie scenariusz byłby bardzo niekorzystny dla rynków wschodzących. Na początku stycznia indeks MSCI tracił na wartości w równie szybkim tempie, co zyskiwał dolar. Obecnie są równie duże szanse na to, że kurs EUR/USD wybije się w górę, zaś korekta na rynkach akcji nie potrwa dłużej niż kilka sesji. Na marginesie warto zauważyć, że polskie akcje wypadają w ostatnich dniach zdecydowanie słabiej niż inne rynki wschodzące.