W swoich wyliczeniach dotyczących wartości Zelmera, Najwyższa Izba Kontroli (NIK) stosowała te same metody, które zastosował doradca byłego ministra skarbu. Wzięła pod uwagę jednak inne dane.

We wtorek NIK opublikowała raport dotyczący nieprawidłowości przy prywatyzacji rzeszowskiego producenta AGD. Według dokumentu, Skarb Państwa stracił na tej operacji ponad 220 mln zł, głównie ze względu na zbyt niską wycenę wartości spółki. Minister skarbu sprzedawał akcje Zelmera po 13,2 zł, podczas gdy - zdaniem NIK - wartość spółki wynosiła co najmniej 29 zł na akcję.

Najwyższa Izba Kontroli, podobnie jak doradca MSP oszacowała wartość Zelmera metodą dochodową (DCF), skorygowanej wartości aktywów netto oraz porównawczą.

NIK uważa jednak, że popełniono "szkolny błąd", m.in. w wycenie znaku towarowego Zelmer. Jego wartość doradca MSP oszacował na 18,8 mln zł, przyjmując, że korzyść ekonomiczna generowana przez ten znak wynosi 10 proc. zysku netto. Według NIK, wartość znaku powinna być ustalona w stosunku do przychodów ze sprzedaży, a nie zysku, i wynosić co najmniej 108 mln.