Wybory parlamentarne są wydarzeniem, które zwiększa niepewność w sferze gospodarczej. Nie wiadomo bowiem, kto je wygra, jaki rząd zostanie w ich wyniku utworzony i jaką politykę gospodarczą będzie prowadził. Teza postawiona w tytule jest więc dość ryzykowna. Postaram się ją jednak obronić.
Polska znajduje się obecnie w okresie stosunkowo wysokiego wzrostu gospodarczego. Niemal wszystkie publikowane prognozy przewidują utrzymanie się wzrostu PKB na poziomie 5-6 procent przez najbliższe dwa lata. W latach kolejnych sytuacja ta nie powinna się znacząco zmienić ze względu na fakt, że na okres 2009-2011 przypadać będzie apogeum przygotowań do piłkarskich mistrzostw Euro 2012. Mamy więc przed sobą najprawdopodobniej cztery lata szybkiego wzrostu gospodarczego. Okres ten powinniśmy wykorzystać na przeprowadzenie kilku niezbędnych reform o charakterze systemowym. Chodzi przede wszystkim o gruntowną reformę finansów publicznych, z wprowadzeniem podatku liniowego włącznie, wznowienie prywatyzacji, wprowadzenie rzeczywistych ułatwień dla przedsiębiorców (znowu stanęło na zapowiedziach) oraz jak najszybsze wprowadzenie euro. Rząd premiera Kaczyńskiego tych reform nie przeprowadzi. Gospodarka została bowiem zepchnięta przez obecną władzę na trzeci plan, a rząd zajmuje się przede wszystkim dekomunizacją, deubekizacją i wewnętrznymi kłótniami o kanon lektur szkolnych.
A co będzie po ewentualnych wyborach? Albo wygra Platforma albo PiS - innych opcji, biorąc pod uwagę wyniki sondaży, właściwie nie ma. Niepewność związana z wyborami, o której wspominałem na wstępie, jest więc tym razem niewielka i wybory mogą w ogóle nie wpłynąć na realne procesy gospodarcze. Jeśli zwycięży Platforma, to jest szansa na przyspieszenie reform systemowych i większą aktywność rządu w reformowaniu gospodarki - politycy tej partii zapowiadali to wielokrotnie. Jeśli wygra PiS, to obecny bezwład szybko powróci, ale przedsiębiorcy i inwestorzy zdążyli się już do niego przyzwyczaić. Wniosek jest więc taki, że gorzej nie będzie na pewno, może natomiast być lepiej.
Jest jeszcze jeden powód, dla którego wybory powinny odbyć się w tym roku - przygotowania do Euro 2012. Zostały nam naprawdę tylko cztery lata (2008- -2011). Jeśli przeprowadzimy szybko wybory, to istnieje prawdopodobieństwo, że cały ten okres upłynie pod rządami jednej ekipy. Nie będzie wówczas kłopotu z określeniem odpowiedzialności za ewentualne niedociągnięcia i ze wskazaniem ojców sukcesów. Jeśli przygotowania do organizacji imprezy będą przebiegały pod rządami dwóch "konkurencyjnych" rządów, to żaden z nich nie będzie w pełni zdeterminowany, ponieważ zawsze będzie można zrzucić winę na poprzedników lub następców.
INSTYTUT BADAŃ NAD GOSPODARKĄ RYNKOWĄ