Tydzień zakończyliśmy w dobrych nastrojach, choć faktycznie poziom notowań nie różni się wiele od końcówki tygodnia poprzedniego. Poniedziałek zaczął się dobrze, jednak popytowi nie starczyło sił. Ceny spadały przez kolejne dni. Minimum tygodnia wyznaczone zostało w środę rano. Jeszcze tego samego dnia rynek mocno ruszył w górę, odrabiając znaczną część strat z początku tygodnia. Ku uciesze posiadaczy długich pozycji w środę dobrze też zachowały się giełdy w USA. Czwartek przyniósł jednak rozczarowanie, które wczoraj w pewnym sensie było zacierane, ale chyba nie do końca się to udało.

Biorąc pod uwagę fakt, że w trakcie tygodnia byliśmy znacznie niżej i udało się powrócić w okolice zamknięcia poprzedniego piątku, nastroje powinny być optymistyczne. Ale nie są. Głównie za sprawą stylu wczorajszej zwyżki. Zaczęło się mocno i ceny nawet dalej rosły, ale nie towarzyszył temu wzrost aktywności. Tym razem wyglądało to na cofniętą podaż, która pozwoliła nawet niewielkiemu (relatywnie) popytowi podnieść ceny. Nie na tyle jednak, by te wyszły nad poniedziałkowy szczyt. Inna sprawa, że obecnie (tak jak w poprzednim tygodniu) ważnymi wydają się okolice 3700 pkt. To właśnie na tym poziomie mieliśmy małą przerwę w spadku, jaki miał miejsce na przełomie lipca i sierpnia br. Przyznam, że mam spore wątpliwości, czy uda się ten poziom pokonać. Popyt nie jest przekonujący.

Jedyną, ale za to dość poważną nadzieją posiadaczy długich pozycji jest stabilizacja na rynkach finansowych, co zaowocowałoby ponownym zwiększaniem zaangażowania kapitałów globalnych w inwestycje obarczone relatywnie większym ryzykiem.

Na razie pęd za zyskiem wyhamował, a jeszcze nie pojawił się strach przed takimi inwestycjami. Wyciszające wypowiedzi G. Busha i B. Bernanke mają uspokoić sytuację na amerykańskim rynku długu, co mogłoby przełożyć się na poprawę nastrojów na całym świecie. Powrót kapitału zagranicznego na nasz rynek oznaczałby poważne wsparcie dla byków. Wtedy nie tylko poziom 3700 pkt nie stanowiłby problemu, ale i szybko doczekalibyśmy się nowych rekordów. Nie ma jednak sensu za bardzo wybiegać do przodu, bo wpadniemy w ślepą uliczkę. Na razie mamy walkę w okolicy 3600 pkt. Na krótkie pozycje jeszcze za wcześnie. Kto ma długie, może je trzymać, ale kto jest poza rynkiem, ma w trakcie weekendu spokojną głowę.

Parkiet