Wczorajsza sesja pokazała, że inwestorzy są całkowicie niezdecydowani, jeśli chodzi o dalszy kierunek. Dotyczy to oczywiście inwestorów na całym świecie. Z jednej strony, nic się takiego nie stało, szybkie odbicie (na małym obrocie!) pozwoliło w sporym stopniu odrobić straty, banki obwieściły, że gospodarka ma się dobrze i że w krachach zawsze opłacało się kupować. Z drugiej - jest przeświadczenie, że tak szybko amerykańska gospodarka się może nie pozbierać, wszyscy kupcy domów się wstrzymują, a bezrobocie może zacząć niebezpiecznie rosnąć. Szczególnie te ostatnie dane mogą mieć w przyszłości kluczowy wpływ na koniunkturę, gdyż dotychczas każdy wzrost bezrobocia w USA o więcej niż 0,3-0,5 proc. od dołka kończył się recesją. Obecne wzrosty zdają się mieć raczej korekcyjny charakter, raz ze względu na obroty mniejsze niż podczas spadków, a dwa, że każda korekta spadkowa powinna skończyć się jakąś akumulacją, a tym razem odwrót był bardzo gwałtowny. Niekorzystnie na rynki światowe mogą też wpłynąć ewentualne spadki w Chinach i Hongkongu, które nie patrząc na innych nabierały cały czas wysokości, pobijając rekordy wszech czasów.
Nasz parkiet będzie podążał za Stanami Zjednoczonymi i Europą - to pewne. Na razie dane płynące z gospodarki są w miarę krzepiące, choć widać pewne narastające problemy, jak wzrost płac, brak pracowników, relatywnie małe tempo wzrostu wydajności, zmniejszający się popyt na mieszkania (wzrost cen), rosnący dług publiczny, brak niezbędnych reform. Biorąc pod uwagę bardzo optymistyczne wyceny na giełdzie, z wzrostami powinno być coraz gorzej. Na koniec, z ciekawostek, większość czołowych banków inwestycyjnych przewiduje, że obecne spadki są jedynie przejściowe, a kryzys na rynku hipotecznym jest chwilowym powodem do korekty. Jedynym, który przewiduje trwałe pogorszenie koniunktury i spadki cen akcji o 50 proc. jest Dresdner Bank. Ciekawostką jest właśnie to, że w ostatnich latach właśnie ten bank królował w celności prognoz...
Investors TFI