Do 30 października Sąd odroczył otwartą w piątek rozprawę upadłościową Serwisu Finansowego Netforex, firmy inwestującej na rynku walutowym, winnej minimum 14 mln zł kilkudziesięciu osobom. Zrobił to na wniosek pełnomocnika zarządu tej firmy Grzegorza Radwańskiego. Prawnik tłumaczył, że pojawiły się nowe okoliczności. Po pierwsze - mówił do sędziów - do Netforeksu ma wejść nowy udziałowiec, dlatego na pewno polepszy się sytuacja finansowa spółki. Po drugie - powiedział to, o czym wszyscy zebrani na sali wierzycieli dawno wiedzieli, ale sąd najwidoczniej nie - zarząd Serwisu został tymczasowo aresztowany. Pełnomocnik Netforeksu poinformował też, że złożył zażalenie na decyzję sądu o tymczasowym areszcie Jacka Ć. i Wojciecha K. Mówił, że posiedzenie w tej sprawie wyznaczono na 13 września i jeśli sąd przychylnie rozpatrzy zażalenie, wtedy jego klienci będą mogli opuścić areszt (i w domyśle stawić się osobiście na rozprawie upadłościowej). - W przeciwnym wypadku nasi klienci wyznaczą pełnomocnika, w celu zwołania zgromadzenia wspólników (Netforeksu - red.) i wyboru nowych władz, tak aby to postępowanie mogło toczyć się z ich udziałem - mówił G. Radwański. Pytany potem, kim jest nowy udziałowiec - nie powiedział.
Do prośby o odroczenie rozprawy przyłączył się prawnik wierzycieli, występujących z wnioskiem o upadłość. Co ciekawe, osoby te już raz to zrobiły, jednak wówczas wycofały wniosek. Mieszkaniec podwarszawskich Łomianek nie chciał wczoraj mówić o tym, dlaczego wówczas cofnął wniosek ani czy inwestycyjna firma spłaciła choć część zobowiązań, jakie wobec niego miała (chodziło o kilkaset tysięcy złotych). Sugerował jedynie, że zarząd nie dotrzymał danego mu słowa. Reprezentujący go Marcin Pakosz na pytanie, dlaczego zgodził się na odroczenie rozprawy, odparł: - Chcę się dowiedzieć, gdzie jest majątek tej firmy. Spytany, czy wierzy, że Netforex ma nadal pieniądze - odmówił odpowiedzi. Czy wierzy, czy nie, podczas rozprawy złożył wniosek, aby sąd zawiadomił aresztowany zarząd o kolejnym posiedzeniu, wysyłając zawiadomienia także do aresztu śledczego. - Wnoszę o doprowadzenie aresztowanych na następne posiedzenie - mówił.
Zanim sąd, pod przewodnictwem Arkadiusza Zagrobelnego, odniósł się do wniosków prawników, ogłosił przerwę. Miała trwać pięć minut, a przeciągnęła się do kilkudziesięciu. A. Zagrobelny tłumaczył, że potrzeba było czasu, aby ustalić termin, w którym policja będzie mogła przywieźć na Marszałkowską 82 zatrzymanych.
Sędzia Zagrobelny spytał też Alicję Hnatkowską, nadzorcę sądowego, której zadaniem jest zbadanie majątku Netforeksu, czy chce coś powiedzieć. Nie chciała. I nic dziwnego. Jako nadzorca była zobowiązana dostarczyć sędziom sprawozdanie z badania zasobów Serwisu. Tymczasem, jak mówiła na sądowym korytarzu, zarząd Netforeksu nie udostępnił jej żadnych dokumentów, zasłaniając się tym, że zabezpieczyła je policja. Na razie nic nie dało pismo skierowane w lipcu do Prokuratury Okręgowej, w którym A. Hnatkowska pyta śledczych, czy ustalali stan majątkowy Netforeksu. - Nie dostałam odpowiedzi - powiedziała. Klienci Serwisu nie ukrywali, że nie najlepiej oceniają działania nadzorcy. - Banki nie udostępnią mi rachunków, bo nie jestem stroną w sprawie. Mógłby to zrobić dopiero syndyk - tłumaczyła A. Hnatkowska. Sąd zobowiązał ją, aby do 25 października dostarczyła uzupełniające sprawozdanie o majątku Serwisu.
Arkadiusz