Nie chcę, ale muszę. No więc muszę zwrócić Państwa uwagę na to, na co już wielu z nas nie ma ochoty patrzeć. Na nasz wspaniały parlament. Oto bowiem ciekawą ilustracją tego, czym się zajmują i o co troszczą polscy parlamentarzyści, był niedawny wywiad jednego z posłów. Nie, poseł ten nie silił się nawet na żadne bogoojczyźniane bzdety. Prosto z mostu walnął, co mu tak naprawdę leży na wątrobie. Otóż posłowi zepsuła się - cytuję! - "trzymaczka" do szampana i kieliszków. Od tego, co to właściwie jest owa "trzymaczka" ważniejszy jest fakt, iż stanowi ona wyposażenie wypasionego maybacha, jednego z samochodów naszego bohatera. No i jak tu nie współczuć posłowi? Wyobraźcie sobie zresztą Państwo sami - zmęczony wyczerpującymi pracami parlamentarnymi człowiek wsiada do auta, a tu nawet nie ma jak lufy strzelić, bo "trzymaczka" się popsuła. Straszne. Ale, ale? Na tym nie koniec plag egipskich, które dręczą posła - milionera. Oto bowiem okazuje się, że poza rzeczoną "trzymaczką" spokój ducha posła zaburza również skandaliczny doprawdy fakt braku autoryzowanego serwisu Ferrari w Polsce. Co zmusza posła do wycieczek do czeskiej Pragi, gdzie taki serwis jest. No i jeszcze te ceny! Słownie: pięć i pół tysiąca "zeta" za samą głupią wymianę oleju. W tym momencie chyba w pełni zrozumiałe staje się, jak ciężki jest los posiadacza ferrari i maybacha.

Jak niegdyś mawiał mój kumpel, czasami tak człowieka przyciśnie, że musi, no po prostu musi, napisać jakiś felieton, żeby trochę ciśnienie obniżyć. Święta prawda, choć z moich doświadczeń pisarskich wynika, że generalnie lepiej w ogóle nie pisać. Bo jak się pisze, zwłaszcza - dużo, to się w końcu wszyscy na pisarza obrażają. I zamiast znajomych ma już tylko pisanie. Ale nałóg silny jest jak diabli. A i okoliczności takie, że nic tylko pisać. No bo lata mijają, niby człowiek powinien już przyzwyczaić się do wszelkich możliwych (a nawet - niemożliwych) hec w życiu, za przeproszeniem, publicznym. A tu guzik! Dzień w dzień nowa porcja tematów do obśmiania. Oczywiście o problemach posiadacza maybacha i ferrari piszę z najczystszej zazdrości. I szczerze mówiąc też bym się pewnie wkurzał, jakby mi się coś tam psuło w bryczce za kilkaset tysięcy euro. Tylko zastanawiam się, czy aby na pewno poseł - wybraniec ludu mający dbać o interesy kraju i narodu - powinien pochylać się z troską nad problemem zepsutego uchwytu do szampana czy narzekać na brak serwisu jednej z najdroższych marek na świecie. Bo w sumie jest jeszcze kilka innych rzeczy, które warto by pchnąć do przodu. A akurat poseł ma jak najbardziej szanse, by zrobić coś pożytecznego. A już cały parlament to naprawdę siła dobrego mógłby dla kraju uczynić. Ba, mógłby, gdyby mu się chciało? A się nie chce, bo od dłuższego czasu za nasze pieniądze oglądamy spektakl zdecydowanie bardziej żenujący od skądinąd absurdalnie wręcz głupich "big braderów". Choć, zwłaszcza w ostatnich miesiącach, czasami jest naprawdę dramatycznie, to przede wszystkim jest śmiesznie. Dramatyzm w polskim Sejmie przybrał formę groteski. Owszem, od czasu do czasu posłowie coś tam, pro forma, uchwalą. Ale zajęciem dominującym i ulubionym jest okładanie się po twarzach i podbrzuszach. Można odnieść nawet wrażenie, że pod względem uporu w bójkach posłowie dawno już prześcignęli najbardziej zatwardziałych kiboli umawiających się na ostre starcie, tzw. "ustawkę". Tyle że "ustawka" generalnie jest uczciwsza. I szkody dla kraju o niebo mniejsze.

Wychodzi więc na to, że spokojniej reaguję na informacje o kolejnych zadymach kiboli niż na nowe "ustawki" krawaciarzy z Wiejskiej. W sumie wolę także motoryzacyjne troski wspomnianego wcześniej posła. Wolę już humorystycznie brzmiące przemyślenia o "trzymaczce" do szampana od nieustannej słownej bijatyki sejmowej, która wszystkich nas dużo kosztuje, ale z której nic pożytecznego nie wynika. No, może poza wartościami rozrywkowymi, które polski parlament dostarczał nam każdego dnia. Dlatego cieszy mnie perspektywa końca tej edycji sejmowego "big bradera". Szkoda tylko, że potem pojawi się nowy?

analityk

Felieton wyraża osobiste poglądy autora.