Od tygodni inwestorzy żyją tym, co dzieje się za oceanem. Samego znaczenia sytuacji w największej gospodarce świata nie sposób bagatelizować - prędzej czy później negatywne zjawiska w USA zawsze odbijają się czkawką koniunkturze w innych krajach. Zastanawiać się można jednak nad tym, czy warto uzależniać długoterminowe decyzje inwestycyjne od tego, co jeszcze może się wydarzyć w amerykańskiej gospodarce - powodem jest ryzyko popełnienia błędu przy prognozowaniu. Wbrew pozorom, ostatnie, opublikowane w piątek fatalne dane z rynku pracy wcale nie gwarantują recesji, podobnie jak oczekiwana obniżka stóp procentowych wcale nie musi owej recesji zapobiec. Z jednej strony faktem jest, że kiedy głośna od piątku liczba nowych miejsc pracy (nonfarm payrolls) stała się ujemna w połowie 2000 r., była to zapowiedź nadchodzącego wielomiesięcznego kryzysu. Faktem jest też jednak i to, że w poprzedzających ten kryzys pięciu latach wskaźnik ten stawał się aż 3 razy ujemny i ani razu nie zapowiadało to recesji i nie przeszkodziło S&P 500 wspiąć się w kolejnych miesiącach na historyczne szczyty. Gdyby zatem zadać pytanie "czy na podstawie piątkowych danych należy pozbyć się akcji na długie miesiące?", to pozytywną odpowiedź trudno byłoby uzasadnić.
Równie miało wiarygodne są wszelkie rozważania dotyczące zbawiennego wpływu coraz bardziej prawdopodobnej obniżki stóp przez Fed. Wystarczy porównać wykres ostatniego cyklu redukcji stóp (I 2001-VII 2003) z zachowaniem S&P 500. Mimo że koszty pieniądza zmalały z 6,5 proc. do 1 proc., w tym samym czasie roczne tempo zmian indeksu spadło z 15 proc. do minus 26 proc. Z pewnością nie brakowało inwestorów, którzy żałowali decyzji o pozostawieniu akcji w portfelu w nadziei na zbawienną moc obniżek stóp procentowych, które właściwie podążały za pogrążającą się gospodarką i co najwyżej ostatecznie pozwoliły jej szybciej podnieść się z upadku.
Recepta na te dylematy może okazać się prosta. Jeśli kursy akcji przebiją ostatnie dołki (co wcale nie jest przesądzone), rozsądnym rozwiązaniem będzie pozbycie się tych walorów bez względu na to, jakie jeszcze dane napłyną z USA.