Po wczorajszej sesji możemy spokojnie powiedzieć: "Mamy trójkę". To już trzecia z rzędu sesja, na której aktywność graczy była niewielka. Trzecia, w czasie
której ceny na rynku zmieniały się w jednym kierunku, i trzecia, na której ta zmiana cen nie ma większego znaczenia. Niestety,
wychodzi na to, że obawy po poniedziałku stają się rzeczywistością. Poniedziałek nie był prologiem, ale matrycą przebiegu notowań w tym tygodniu. Każda sesja po weekendzie charakteryzowała się tymi samymi cechami: to w najlepszym razie średnia rozpiętość wahań, faktycznie niewielka zmienność cen oraz śmiesznie mały obrót. W ciągu tych trzech dni na rynku został wykreślony wzrost cen. Oddaliliśmy się od poziomu dołka wyznaczonego w poniedziałek. Zarówno poniedziałkowy spadek cen, jak i wtorkowy i wczorajszy wzrost nie mają dla oceny rynku większego znaczenia. Koronnym argumentem jest tu wspomniana niewielka aktywność graczy. Skłania ona do twierdzenia, że do zmian cen należy podchodzić z duża rezerwą, gdyż nie budzą one zaufania. Zwyżka cen, która nie jest wywołana przez poważny kapitał, może skończyć się w każdej chwili. Zachowanie rynku tuż po 14.30 (tym razem nie było żadnych danych) jest świetnym przykładem na to, co może w tej chwili zrobić posiadacz nawet
niewielkiego kapitału. W ciągu
ledwie minuty popytowi o wartości 15 mln złotych udało się