Na decyzję europejskiego Sądu Pierwszej Instancji (CFI) czeka nie tylko informatyczny gigant. Jeśli okaże się, że Komisja Europejska słusznie ukarała Microsoft wielomilionową grzywną, możemy spodziewać się intensyfikacji postępowań antymonopolowych.

Wyrok, który dzisiejszego ranka zapadnie w Luksemburgu, dotyczy rekordowej w historii Unii Europejskiej kary nałożonej na firmę oskarżoną o nadużycie dominującej pozycji na rynku. W 2004 r. Komisja Europejska uznała, że Microsoft złamał wspólnotowe prawo, m.in. odmawiając swym konkurentom informacji dotyczących funkcjonowania systemu Windows. KE wyceniła to nadużycie na 497 mln euro. Sąd na dziś zapowiedział ostateczny wyrok w procesie wytoczonym przez koncern unijnym władzom. Smaczku sprawie dodaje fakt, że tego dnia z pracą pożegna się prezes sądu Bo Vesterdorf.

Eksperci wskazują, że decyzja Duńczyka i jego kolegów będzie brzemienna w skutkach dla wolnej konkurencji w Unii. Jeśli sąd zgodzi się z Komisją, ta zapewne z nową energią podejmie postępowania wobec innych potentatów rynku produktów elektronicznych. - Na miejscu Google miałbym dwojakie myśli - komentuje Michael Holland, prezes firmy inwestycyjnej Holland. - Z jednej strony, jeśli Microsoft przegrywa - my wygrywamy. Ale spoglądając z szerszej perspektywy, taki obrót spraw nie byłby korzystny dla nikogo - Bruksela ma na tapecie, oprócz Google, także Intela, Rambusa i Qualcomm.

Z kolei Microsoftowi grożą kolejne lata antymonopolowego nadzoru sądowego na "własnym podwórku". Miał on - po 5 latach - wygasnąć w listopadzie, ale część stanów wnioskuje już o jego wydłużenie.

Reuters, EUX